W naszej części Europy artystów ci dostatek

Cytuję z bloga Usie zołki śvietu – o kolejnym występie pewnego artysty ludowego:

Przypomniałem sobie wówczas barwną wypowiedź pewnego Pacjenta™
nt. białoruskiego dziedzictwa kulturowego, która to wypowiedź (w
parlamencie, z transmisją w TV, a jak!) miała ilustrować
(prawdopodobnie) bliskość Białorusinów i Rosjan. Tłumaczenie (pod
spodem) moje.





A czego się wstydzić? Przecież żyliśmy w tamtym [Rosji –
ode mnie] państwie. Skaryna był nie tylko Białorusinem, mieszkał też w
Petersburgu [miasto założono w 1703, a Skaryna zmarł ok.
1540
— ode mnie] i tworzył tam. To nasz Skaryna! Rosjanie są dumni z niego.
Ja, za przeproszeniem, mam fioła na punkcie wykształcenia… Mówi sie, że
najważniejsze to zdrowie. Zdrowy człowiek bez wykształcenia to zdrowy
dureń, za przeproszeniem. Normalnie zdrowy świr! A zdrowy świr jest
niebezpieczny dla społeczeństwa. (…)

W parlamencie nikt się nie śmiał.

Tym razem bez komentarza.


Film „Lekcja białoruskiego”

Film dokumentalny polskiego reżysera Mirosława Dembińskiego „Lekcja białoruskiego”, zrealizowany przez TVP i Everest Movie Production Company, opowiada o absolwentach i uczniach zlikwidowanego przez władze Białoruskiego
Liceum Humanistycznego, ich nauce w podziemiu i działalności w obronie
demokracji. Kulminacją filmu są kadry z czasu wyborów prezydenckich,
ukazujące demonstracje zwolenników opozycji, miasteczko namiotowe na
stołecznym Placu Październikowym i więzienia, do których trafili
uczestnicy protestu.

Film miał być pokazywany w Warszawie w październiku, nie wiem, czy tak rzeczywiście się stało. W planach jest pokazanie go na festiwalu w Lipsku, Amsterdamie i Moskwie, w telewizji polskiej,
niemieckiej, estońskiej, łotewskiej i litewskiej.Białoruskie Liceum Humanistyczne im. Jakuba Kołasa jest to ostatnia szkoła średnia na Białorusi, w której lekcje są prowadzone po białorusku. Została formalnie zamknięta przez prezydenta Łukaszenkę w 2003 roku i od tego czasu działa na zasadzie… tajnych kompletów. W wakacje Liceum jest zapraszane do Polski przez nasze szkoły – tutaj latem wreszcie odbywają się normalne lekcje.


Statystyki turystyki

Blog wrongways.com podaje statystyki dotyczące ilości turystów odwiedzających Białoruś: W pierwszym kwartale 2006 roku na Białoruś przyjechało 36 tysięcy turystów, z czego 26 tysięcy do Mińska.

Teraz pora na kilka ciekawych porównań z sąsiadami.

Nie podano, ile osób przyjechało na Białoruś w ciągu całego 2005 roku – mogę z grubsza oszacować, że pewnie nie więcej niż 150 tysięcy. W tym samym czasie sąsiednią Łotwę odwiedziło 3.5 miliona turystów, Litwę – 2 miliony, a Polskę – 15.2 miliona!

Spróbujmy jeszcze podzielić te liczby przez wielkość poszczególnych krajów, a raczej przez ilość ich mieszkańców. Białorusi w 2005 roku przypadłby 1 zagraniczny turysta na 66 mieszkańców. Na Łotwie było więcej turystów, niż jest Łotyszy! 1 zagraniczny turysta przypadł na 0.65 Łotysza… Litwa – 1 turysta na 1.8 Litwina. Polska – 1 turysta na 2.5 Polaka.

Z kolei w tymże samym pierwszym kwartale 2006 roku za granicę wyjeżdżało 224 tysiące Białorusinów. A więc rocznie prawie co dziesiąty Białorusin wyjeżdża za granicę. Tymczasem w 2005 roku za granicę wyjechał statystycznie każdy Polak.


Źródła:

Łukaszenka już nas chce

Dziś bardziej politycznie. Zwróciły moją uwagę słowa prezydenta Łukaszenki, którymi zaatakował politykę Rosji. W razie "wchłonięcia" Białorusi przez Rosję zagroził zbrojnym powstaniem:

– My na to nie pójdziemy. Już uprzedzałem
kierownictwo Rosji, że w takim wypadku będzie ostrzej niż w Czeczenii.
Na to Zachód da pieniądze dla naszych i nie naszych. Tu są gotowi
przyjechać walczyć z Gruzji, z Rosji, z obozów nad Wołgą, a także z
Ukrainy, z Polski, krajów bałtyckich.

 (patrz artykuł na gazeta.pl)

Ciekawi mnie, kto z Polaków chętnie pójdzie na wojnę z Rosją w obronie Białorusi… ;-))

Analizując te słowa na poważnie, należy jednak zauważyć, że Łukaszenka subtelnie argumentuje na dwie strony: Z jednej stwierdza, iż w razie problemów nie cofnie się przed szukaniem pomocy u dawnych przeciwników z Zachodu. Z drugiej zaś – w razie, gdyby przyszło się znów z Rosją zbratać – przekonuje, że studenci z sąsiednich krajów, ci sami, którzy biegali z pomarańczowymi wstążeczkami w klapach – to są niebezpieczni bojówkarze czekający tylko na okazję do walki zbrojnej.

Oczywiście nie są to argumenty skierowane do polityków rosyjskich. One mają przekonać obywateli Białorusi.

Chcieliśmy dobrze, wyszło jak zwykle

Białoruskie media rządowe chętnie o tym napiszą – i będzie to akurat prawda…



Białoruscy studenci kontra polski bałagan


2006-09-22, ostatnia aktualizacja 2006-09-22 08:02

Bałagan ze stypendiami dla białoruskich studentów. – W Mińsku studiowałem informatykę, w Polsce przydzielono mnie na metalurgię – opowiada 19-letni Artur.
(…)
Zdaniem białoruskich studentów program stypendialny im. Konstantego Kalinowskiego cechują chaos i brak jasnych kryteriów przydziału.
(…)
Główne powody niezadowolenia: źle dobrany kierunek studiów, inne miasto
niż to, w którym chcieli studiować. Do wczorajszego południa odwołania
napisało niemal 80 Białorusinów spośród blisko 250, których
zakwalifikowano na polskie stypendia.




Jakiś czas temu białoruskie media rządowe informowały o niezadowoleniu studentów programu im. Kalinowskiego z powodu niskiego standardu akademików. Oburzenie studentów ponoć wywołały propozycje kierowników akademików, żeby sami sobie wyremontowali pokoje.


Chciałabym potwierdzić z własnego doświadczenia, że to może być prawda. Nie wiem, jak wyglądają białoruskie akademiki. W Polsce widać wysiłek uczelni starających się remontować i podwyższać standard akademików – ale wiele z nich jest jeszcze przed remontem. Gdy jako studentka mieszkałam w akademikach w Krakowie (było to kilka lat temu), normalną sytuacją było, że kierownicy szli na umowę ze studentami: każdy może wyremontować własny pokój, np. pomalować ściany na kolor według uznania, a kierownictwo kupi im farbę. Choć nie zawsze – bywało jednak, że remontować trzeba było na własny koszt.

Dodam, że w jednym akademiku odwiedziłam pokój czekający właśnie na przyjazd cudzoziemca i był to jeden z najbardziej zniszczonych pokoi w budynku. Nie miał ani jednego mebla nie popsutego. Wszystko dlatego, że lepsze pokoje przydzielono polskim studentom na początku roku, a ten, stojący pustkami, był używany jako rezerwuar mebli do wymiany. Po prostu operatywni studenci powynosili z niego wszystkie lepsze sprzęty. Kierownictwo akademika nie było zainteresowane utrzymywaniem w dobrym stanie pokoi dla zagranicznych studentów.

Wszystko to jakoś świadczy o nas i o tym, jak traktujemy cudzoziemców.

Cytowany wyżej artykuł kończy się słowami:


Jurek prosi, żeby pisać o sprawie ostrożnie: – Bo zaraz białoruskie media podchwycą, że Polska nam źle pomaga.


Za złą jakość pomocy białoruskim studentom odpowiadają organizatorzy akcji pomocy i poszczególne pomagające uczelnie. Wszyscy oni powinni zdawać sobie sprawę z tego, jaka odpowiedzialność na nich ciąży. Uważam, że właśnie dlatego należy pisać całą prawdę. Jeżeli dadzą Łukaszence powód do radości, to będzie tylko ich wina. Ktoś tu powinien w końcu dorosnąć.



„Sprawa bliska Jackowi”

Akcja Solidarni z Jackiem to protest przeciwko szkalowaniu Jacka Kuronia przez obecnie rządzących polskich polityków. Co to ma wspólnego z Białorusią? W ramach akcji można kupić koszulki z podobizną Kuronia zaprojektowane przez artystów z grupy Twożywo. Jak piszą organizatorzy akcji:

Cały zysk ze sprzedaży koszulek zostanie przeznaczony na sprawę bliską
Jackowi, czyli pomoc opozycji demokratycznej na Białorusi.

Koszulki sprzedaje sklep internetowy tiszert.pl.

Warto też wiedzieć, że Jacek Kuroń przez wiele lat był przewodniczącym Komisji mniejszości narodowych. Doprowadził do opracowania ustawy o mniejszościach narodowych w Polsce. Oto fragment jego artykułu na ten temat:

Przystępując więc
dziś do ujęcia w ustawę tych wszystkich praw, które stały się już faktem
w rzeczywistości społecznej, czynimy to w jak najlepiej rozumianym polskim
interesie ­ zwłaszcza że jesteśmy narodem, w którym duma narodowa Polaków,
jakby na to patrzeć, płynie w olbrzymim stopniu z faktu wieloetniczności
naszych źródeł, ze źródeł I Rzeczypospolitej, a to nas zobowiązuje.

17 września 1972 roku
ks. Jan Zieja wygłosił w warszawskiej katedrze św. Jana historyczne przemówienie.
Mówił w nim o obowiązku, jaki spoczywa na nas, Polakach, wobec braci Ukraińców,
Białorusinów, Rusinów, a także Rosjan. Ten obowiązek wynika z naszej przeszłej
wspólnoty oraz z naszej prężności duchowej. Mniejszością to można być
na sztuki, a większością to się jest na ducha. A wielkość ducha to jest
taka wielkość, która się otwiera, która się nie zamyka i nie boi. Wręcz
przeciwnie, wspiera ona tych wszystkich, którzy są kulturowo słabsi, kulturowo
mniej prężni.
Z pełną pokorą chcę powiedzieć, muszę powiedzieć, że
to wcale nie jest tak, że my Polacy z tego naszego obowiązku, z naszego
wyzwania wywiązywaliśmy się zawsze dobrze. Z jednej strony jest wiele powodów
świadczących o tym, że jesteśmy winni, ale z drugiej strony jest wiele
powodów do dumy. Czasem to bywały mniejszości, takie jak właśnie ksiądz
Jan Zieja, czasem to były znaczące grupy, które potrafiły wychodzić naprzeciw
słabym kulturowo i wzmacniać naszą siłę, naszą wspólną siłę.

Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Nowogródku, 1937

W Dużym Formacie piękna seria artykułów o ludziach KORu. Jest tam interesujący fragment o Józefie Rybickim:

Józef Rybicki, 1901-1986, żołnierz 1920 i 1939 r., oficer Armii Krajowej, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych. Żyd. Członek Komitetu Obrony Robotników.

W 1937 r. Rybicki – z wykształcenia filolog klasyczny – był p.o.
dyrektora Państwowego Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Nowogródku.
Kiedy władze oświatowe* zażądały, żeby zlikwidować w szkole lekcje
białoruskiego, Rybicki zaprotestował – i został usunięty ze stanowiska.
_________
*polskie oczywiście

Dziś w Telewizji Białoruś – ozonowanie!

W dzisiejszym dzienniku telewizyjnym powiedzieli:

„Niezwykły eksperyment białoruskich medyków. Białoruska służba zdrowia rozwija nowy kierunek – tak zwaną turystykę medyczną. Według prognoz specjalistów ten perspektywiczny kierunek powinien ściągnąć jeszcze więcej turystów przyjeżdżających do naszego kraju w celu leczenia.”

Po czym nastąpił reportaż o uroczystym otwarciu pierwszego i jedynego na Białorusi gabinetu dentystycznego, w którym można leczyć próchnicę metodą ozonowania. Komentarz – „niewiarygodne”, „unikalny aparat”, „zajmujemy się najnowszymi technologiami”.

 


Stomatolog ozonuje – na razie manekina

Dalej – znów o turystyce medycznej: „Poziom usług wysoki, a ceny niższe od 3 do 10 razy”. Ani słowa o liczbie zagranicznych pacjentów odwiedzających białoruską służbę zdrowia, ani o krajach z których przyjeżdzają. A ciekawie byłoby się dowiedzieć.

No i ani słowa o tym, że w Polsce od dobrych kilku lat istnieje co najmniej kilkadziesiąt gabinetów oferujacych ozonowanie zębów… (nawiasem mówiąc, znam przychodnię stomatologiczną, która zrezygnowała z ozonowania, bo podobno się nie sprawdza…?)

Nie żebym się wyśmiewała z zacofania technologicznego sąsiadów. Nie o to chodzi. Otóż w Polsce przy analogicznych okazjach w telewizji nigdy nie zapominają dodać gorzkiej uwagi w rodzaju „na Zachodzie takich zabiegów wykonuje się już tysiące”. Białoruska telewizja tworzy tymczasem bajeczną wirtualną rzeczywistość…

Ortografia a sprawa białoruska

Polecam ciekawe rozważania w i pod wpisem Białorusinów przygody z ortografią na blogu maciekkk.jogger.pl. O politycznym i praktycznym znaczeniu ortografii oraz o tendencjach zbliżania języka białoruskiego do rosyjskiego, a oddalania od polskiego. O tym, że opozycjoniści używają innej ortografii i dostają za to pały w szkole ;-).

Według mojego odczucia laika, białoruski niezależnie od pisowni będzie bardzo podobny do polskiego. Ma mnóstwo słów takich samych jak po polsku, a zupełnie innych niż po rosyjsku, oraz wiele analogicznych do polskiego rozwiązań gramatycznych.

Uparci Egipcjanie wracają!

Historia Egipcjan kopiących tunel łyżką do butów (opisałam ją tutaj) ma dalszy ciąg. Onet.pl donosi:

Dwaj
Egipcjanie, którzy chcieli przedostać się z Rosji do Niemiec, za pomocą
łyżki do butów przekopali się dwukrotnie – w tę i z powrotem – przez
granicę białorusko-polską.

Gdy odesłano ich do Moskwy, niezrażeni
wyruszyli na granicę ukraińską – relacjonuje w piątek białoruski
tygodnik "Ekspress Nowosti".



Muhammed Anwar el-Maghribi Ali Kuraim oraz Said Ali Taha Mohamed Hasan
na początku czerwca postanowili dostać się do Europy Zachodniej przez
Rosję. Mając rosyjskie wizy turystyczne, samolotem dolecieli do Moskwy,
a potem pociągiem i autostopem pojechali na Białoruś – do granicy z
Polską.


Łyżką do butów zrobili podkop pod zasiekami z drutu kolczastego. W
Polsce zabłądzili i gdy znów trafili na zasieki, doszli do wniosku, że
to już granica Niemiec. Podkopali się więc ponownie – na Białoruś,
używając tej samej łyżki do butów. Wpadli jednak w ręce białoruskiej
straży granicznej, która odstawiła ich do egipskiej ambasady w Moskwie.


Niedawno pechowych podróżników zatrzymano ponownie, dla odmiany w
okolicach rosyjskiego miasteczka Siewsk w obwodzie briańskim – przy
próbie przejścia przez granicę na Ukrainę.