Flash Mob

Polecam też artykuł w magazynie Sekcja: Flash Mob w służbie białoruskiej demokracji.

W Borysowie działały „aż” dwie niezależne gazety: „Borysowskije
nowosti” i „Kurier iz Borysowa”. Rozpowszechnianie tych wydań zostało
znacznie utrudnione. Nie można było rozsyłać ich pocztą, ani sprzedawać
w punktach kolportażu. W sierpniu ostatecznie zabroniono sprzedaży tych
gazet na ulicach. Ale tym razem czystka przestrzeni informacyjnej
wywołała fale sprzeciwu. Członkowie represjonowanych redakcji i
ugrupowań opozycyjnych zgromadzili się na centralnym plac Borysowa
demonstracyjnie czytając „Borysowskije nowosti” i „Kurier iz Borysowa”.

fot. Alezander Zenkow

Oczywiście licznymi czytelnikami zainteresowała się milicja i
prokuratura. Niestety nie wiedzieli, (dziwne, że się nie domyślili), co
jest ten Flash Mob. Kiedy pytali zgromadzonych, czy zajmują się Flash
Mobem w odpowiedzi słyszeli oczywiście – „Nie, my przecież tylko
czytamy gazety”.

Opowieść o ludziach, którym nie jest wszystko jedno

Polecam artykuł w Tygodniku Powszechnym: Do białoruskich przyjaciół – o zdelegalizowanej organizacji studenckiej…

O przesłuchaniach w pokoju dziekana przez mężczyzn w skórzanych
kurtkach. O wyrzucaniu z akademików niewygodnych studentów (niewygodnym
stać się można choćby przez zbieranie podpisów pod petycją o
polepszenie warunków studenckiego życia, np. żeby prysznic przypadający
na trzysta osób był udostępniany częściej niż raz w tygodniu). O
administracji Ojca Narodu, która oczekuje od dziekana i jego zastępcy,
aby osobiście, na oczach studentów, przybijali w uczelnianym holu
portret prezydenta – i dziekan, człowiek stateczny, gorliwie te
oczekiwania spełnia. O pomalowaniu na pomarańczowo, w ramach żartu,
wszystkich pomników Lenina w miejscowości Bobrujsk (jest ich tam 25). O
solidarności. O wyborach moralnych. O strachu.


Więcej informacji: strona Zjednoczenia Białoruskich Studentów

Wrażenia po inauguracji

Dziś na forums.tut.by piszą o wczorajszej uroczystości inauguracji prezydenta, która odbyła się na tym samym placu w Mińsku, na którym wcześniej demonstrowała opozycja. Piszą, że celebracja była nachalnie reklamowana, zachęcano mińszczan do przyjścia na plac, zorganizowano koncerty. Impreza była prawdopodobnie obliczona na kontr-manifestację wobec marcowych protestów. Jednak również i przeciwnicy Łukaszenki przyszli na plac, demonstracyjnie obnosząc opozycyjne znaczki i niebieskie lub czarne wstążki. Telewizja państwowa twierdziła, że przyszły dziesiątki tysięcy ludzi.

Oto fragmenty dyskusji:

  • Nas na placu Kalinowskiego [tak nazywają opozycjoniści plac Październikowy] było jakoś więcej…

[Poniżej wklejam zdjęcie z demonstracji 19 marca, dla porównania:]

  • Mnie z koleżanką o mało nie zaczęli przeszukiwać przy wejściu na plac.
  • A mnie przeszukali.
    I w dodatku NAS BYŁO O WIELE więcej. Nas straszyli, nam grozili, nas bili, nas sadzali, NAS BYŁO WIĘCEJ.
    Na inaugurację zapraszali, zachęcali, nakazywali iść. ICH było mniej. Tym bardziej, że w tłumie na inauguracji było i dużo opozycji. Widać było po wyrazach twarzy: nikt się nie cieszy z eleganckiego zwycięstwa. A 19. marca wszyscy się cieszyli, wszyscy o wszystkim dyskutowali. 26. kwietnia będzie nas jeszcze więcej!
  • O ósmej wieczór przechodziłam obok i o mało mnie nie zemdliło od tego wszystkiego. Przy wejściu "wujek" poprosił mnie o pokazanie torebki. Na torebce był znaczek ZA SWABODU, niebieska wstążeczka, a na płaszczu miałam czarną atłasową wstążkę. Otworzyłam torebkę i podetknęłam mu ją prawie pod sam nos. Aż się lekko wdrygnął, ale jakoś z jego wzroku zrozumiałam, że on jest po mojej stronie. Po prostu ma taką robotę. Najbardziej powalające było, jak prowadzący imprezę prosił o burzliwy aplauz, a w odpowiedzi – cisza i jakieś słabe beczenie pijanych. Według mnie, nawet ludzie na placu nie czuli "święta".
  • A mnie spodobała się wiadomość z naszej telewizji, że dziesiątki tysięcy ludzi przybyło dzisiaj na plac Październikowy powitać prezydenta… I pokazali obrazek z obecnymi tam. Ale jeśli ich było "dziesiątki tysięcy", to 19. i 25. marca były setki tysięcy zebranych – do dopiero optymizm. Pierwsza przyjemna wiadomość od naszych środków masowego przekazu.
  • Kumple mi potem powiedzieli, jak w telewizji pokazali ujęcie z alei i panoramę placu Zwycięstwa, po którym tu i tam chodzili ludzie, którym nie udało się przesiąść z jednej linii metra na drugą i szli pieszo. [Tego dnia ruch w centrum był zamknięty, łącznie z metrem.] A lektor skomentował to: "Teraz państwo widzą, jak tysiące ludzi obchodzi wielkie święto państwowe – rodzice z dziećmi, młodzi ludzie, u wszystkich radosne uśmiechy."

…Jaki z tego wniosek? Ja wyciągam taki, że większość Białorusinów – ci, którzy nie przyszli ani na protest, ani na inaugurację – ma po prostu wszystko głęboko gdzieś.

Białorusini są bardziej kulturalni od Polaków

Z lektury białoruskich forów wynoszę wrażenie, że ludzie udzielający się w internecie są o wiele bardziej kulturalni. Prawdę powiedziawszy, jeszcze nie natrafiłam na bluzgi i obelgi. Na jednym z wątków forums.tut.by pewien dyskutant chwalił się, że bywa na polskich forach. Jego z kolei wrażenie jest takie, że Polacy w internecie bez przerwy narzekają i przerażająco często zachowują się chamsko.

Można próbować pocieszać się tym, że u nich internet jest chyba wciąż mniej popularny niż u nas i że dlatego dostęp do niego mają ludzie bardziej wyrafinowani – nie to co w Polsce, gdzie internet trafia już pod strzechy… Ale kto się tak pociesza, ten się rozczaruje. Oto statystyki: w Polsce ma dostęp do sieci 27.8% społeczeństwa, na Białorusi – 16.5%. (Nota bene, warto te wyniki porównać z resztą Unii Europejskiej. Oraz spojrzeć na fora gazeta.pl i zastanowić się, jak to się dzieje, że te 27.8% społeczeństwa mieści w sobie tylu chamów?)

Znalazłam właśnie wywiad z polskim obserwatorem ostatnich wyborów. Oto fragment:

Jakie wrażenie robi Białoruś? Czy pod względem
czystości, zaopatrzenia sklepów przypomina Polskę dzisiejszą, czy
raczej tę sprzed 20 lat?

Bez dwóch zdań, Mińsk robi europejskie wrażenie – jest czysto,
porządnie, widać zdyscyplinowanie obywateli i nie sądze, by to była
tylko siła reżimu. Inne miasta, wiadomo, w porównaniu do stolicy
wypadają nieco bladziej.

"Zdyscyplinowanie obywateli ", " siła reżimu " – kojarzy się trochę totalitarnie…

No, nie uważam przecież, że to policja zmusza ludzi do czystości i
porządku… Ulice miast naprawdę robią dobre wrażenie, w porównaniu np.
z Polską dzisiaj.

To znaczy: korzystniej, niż Polska?

W sensie kultury osobistej Polska wypada zdecydowanie gorzej.

Masz na myśli zachowania takie, jak rzucanie papierków na ulicę?

Owszem, a także graffitti, zataczający się pijacy, brud środków
komunikacji oraz domów – takich zjawisk na Białorusi nie odnotowałem.


Nie czarujmy się, jak dotąd większość Polaków żywi pod tym względem krzywdzące wobec Białorusinów stereotypy… Jeśli macie inne zdanie, lub coś do dodania, proszę o komentarze.

Sławimy radość pracy, w swym sensie niepojętej

Interesuje mnie przede wszystkim odkrywanie, co myślą Białorusini. Staram się tu zamieszczać różne wycinki ich rzeczywistości. W jakiś choćby ograniczony sposób, choćby chwilowo dotrzeć do niej, spojrzeć na świat ich oczami. Kolejny fragment z forum (dziennika Biełgazeta), który zwrócił moją uwagę. Dyskusja o ostatnich protestach opozycji.

  • Ci ludzie zasługują na szacunek choćby za to, że oni coś robią.
  • A co oni zrobili? Nosili wodę rzeszotem? Przelewali z pustego w próżne? "Sławimy radość pracy, w swym sensie niepojętej…" [Jurij Szewczuk, bard rosyjski].
    I cóż oni takiego zdziałali, żeby ktoś miał ich szanować? Wymień jakikolwiek rezultat ich "trudów".
  • Oni zrobili to, czego nie odważyłem się zrobić ja. Byli odważniejsi. ZA TO ich szanuję.
  • To nie działanie. Rezultatów – zero! To nie praca, a pozoranctwo. Bo oni nie mają celu, nie mają idei, nie mają wiary, i – przede wszystkim – nie mają poparcia społeczeństwa. Ich "trud" nikomu nie jest potrzebny. Mało tego, uznają ich po prostu za głupców. Właśnie za głupców, nie za idiotów, nie za kretynów, ale za najzwyklejszych głupców, co dali się tanio wyrolować. Siedzieć na placu, oczywiście, to nie to samo, co na forum. Za dostęp do forum ludzie płacą własne zarobione pieniądze, a za siedzenie na placu – odwrotnie, im płacą. Ale jeśli oni w dodatku robią to bezpłatnie, to są podwójnymi głupcami.
    …A po co wam konflikt? Zamierzacie na tym zarobić? Co z niego będziecie mieli w płaszczyźnie materialnej, moralnej? …Starożytni Chińczycy życzyli swoim wrogom życia w ciekawych czasach.

Wpis białoruskiego internauty

Jak by nie było, białoruski internet jednak nie wygląda na cenzurowany… Oto komentarz internauty pod artykułem o hucznych przygotowaniach do zaprzysiężenia Łukaszenki – Komsomolska Prawda, 7.4.2006

Szyk, blask, piękno… A mnie właśnie dziś opowiedzieli jedno zdarzenie. Niedawno (jak zrozumiałem, w czasie 2. Zjazdu Ogólnobiałoruskiego [2001]) w Pałacu Republiki, gdy występował Łukaszenka, jeden człowiek z personelu krzyknął "Hańba!". Zaraz go zwinęli, pobili… Za parę dni wylali go z pracy (był głównym elektrykiem), wylali jego ciotkę (była tam jakimś administratorem). A jego samego posadzili NA 8 (OSIEM) LAT za jakąś sfabrykowaną sprawę. Co się dzieje z naszym krajem? Naprawdę, lepiej choćby tak krzyknąć jeden raz, niż siedzieć 80 lat i przeżuwać g…, jak ci łukaszyści.

Łukaszenka: Bóg był z narodem!

Żeby nie epatować wciąż rewolucyjną romantyką, tym razem udzielę głosu Aleksandrowi Łukaszence. Tekst z białoruskiego wydania Komsomolskiej Prawdy (21.3.2006). Wypowiedź jest z dnia 20.3.2006, czyli dzień po wyborach.

shapka

Aleksander Łukaszenka

O pogodzie na Placu Październikowym
Są u nas ludzie nie zgadzający się z polityką prezydenta, którzy głosowali przeciw prezydentowi, wiecie, takich jest nie pięć tysięcy i nie cztery, jak wczoraj wyszło na ulicę, procentowo jest ich znacznie więcej, ja to też widzę i przyznaję… Ledwie śnieg spadł – oni zaraz się rozeszli, odpracowali swoje 20 tysięcy i oskarżyli władzą, że znowu steruje pogodą. Widzicie, że i Bóg wczoraj był z białoruskim narodem: nigdzie nie było takiej gwałtownej zawiei śnieżnej, tylko na tym placu.

O przyszłości kandydatów opozycji
Jeśli chodzi o więzienia, to jeśli Kazulin i Milinkiewicz są winni, będą siedzieć. Niewinni – nie będą siedzieć. Jeśli chodzi osobiście o mnie, to osobiście według mnie oni nie pójdą do więzienia. I ja będę prosić wszystkie organy ochrony prawa, żeby ich nie ruszały – Bóg z nimi, jak to się mówi. Ale, proszę uwierzyć, ja nikogo nie wsadzam do więzienia – ja z więzienia uwalniam, zgodnie z Konstytucją.

O siłowych akcjach milicji
I dlaczego wczoraj wieczorem oczekiwaliście jakichś starć na ulicach? A z kim się tam ścierać? Z nikim, rozumiecie, dlatego my im daliśmy możliwość się wykazać, choć to było wbrew prawu. Znów, dlaczego ja o tym mówię? Dlatego, że wielu z nich nas poprosiło: dajcie nam możliwość się wykazać przed Zachodem, przed ambasadorami, którzy nam dawali pieniądze. Nie ruszajcie nas, pozwólcie nam przejść…

Poradnik „Mały konspirator”

Jest taka słynna solidarnościowa bibuła pt. Mały konspirator. Nielegalna książka-poradnik…

maly_konspirator

„Mały konspirator” jest zbiorem czytanek napisanych przez ludzi
chwilowo wolnych. Jeśli przeczytasz rozdział pierwszy, być może nie
będziesz musiał stosować porad z dwóch następnych. Gdy zapoznasz się z
drugim, będziesz wiedział, na jakiej podstawie prawnej nie można skazać
Cię za lekturę trzeciego. A kiedy przeczytasz trzeci, będziesz już
pewny, dlaczego najlepiej przemilczeć fakt, że książeczkę miałeś w
ręku.
Mały konspirator, Copyright by Wydawnictwo CDN, Warszawa 1983, cena 60 + 40 na fundusz rozwoju podziemia

O tym „Jak knuć” mówiła np. przywołana wyżej pozycja, rodzaj instruktarzu dla ludzi podziemia, którym wpadła ona w ręce („Przewodnik dla początkujących i zaawansowanych”).
Radziła w jaki sposób ukrywać swą działalność przed władzami, co mówić
w chwili aresztowania i jak bronić się przed klasycznymi chwytami
milicji i bezpieki. Co ciekawe, ostrzegano nie tyle przed
donosicielstwem, co „nosicielstwem”, czyli paplaniem na prawo i lewo
rzeczy, które skrzętnie notują przedstawiciele aparatu
„bezpieczeństwa”. Generalnie nie oszukiwano się co do skuteczności
dłuższego ukrywania swoich działań i poglądów – „Mały konspirator”
jasno podkreślał, że złapanie jest zawsze kwestią czasu, nie ma takiej
osoby, której nie dałoby się posadzić z byle powodu – nacisk należy
położyć na ochronę innych, własnej siatki. W razie wpadki w dobrym
tonie było zadanie pytania: „To już?”. W więzieniu zaś radzono nie
narzucać się innym swoją osobowością, albowiem „
Trzeba umieć siedzieć, by nie burzyć spokoju ducha współwięźniów”.

(Z artykułu o solidarnościowych wydawnictwach podziemnych.)

Istniało też rosyjskie tłumaczenie, szczególnie ścigane przez służby bezpieczeństwa.

A dziś… „Małego konspiratora” rozprowadza białoruska organizacja
Żubr!
Stare a dobre. I pomyśleć, że wciąż się przydaje…

[od czasu zamknięcia Żubra link nieczynny, proszę klikać za to na link poniżej:]