We środę 28.3.2007 w Krakowie

Kolejne spotkanie z serii "Światooglądy", promocja nowej książki o Białorusi:

28 marca (środa) 2007
godz. 18.00

Księgarnia pod Globusem
ul. Długa 1 (róg Basztowej)
Kraków

Marcowe Światooglądy
postanowiliśmy poświęcić jednemu z naszych najbardziej tajemniczych
sąsiadów – Białorusi. W oglądzie tego kraju pomoże nam dwójka
dziennikarzy Tygodnika Powszechnego, którzy będą odpowiadać także i na
Państwa pytania. O fenomenie „małego ZSRR” będziemy dyskutować już w
najbliższą środę. Serdecznie zapraszamy, wstęp wolny.

RMF Classic i Księgarnia pod Globusem
zapraszają na spotkanie "Mały ZSRR"

w którym udział wezmą autorzy książki:

"Białoruś – kartofle i dżinsy" (Znak 2007)
Małgorzata Nocuń i Andrzej Brzeziecki

spotkanie poprowadzi:
Natalia Chanek (RMF Classic)

 

Wszystkie kobiety Łukaszenki

Reakcya.eu – „Strona Białoruskich Antykomunistów” – donosi:

Adela Smalanowicz

Białoruś bez pierwszej damy
[fragmenty]

(…) Tylko dwa razy w roku – z okazji Dnia Kobiet i przed Nowym Rokiem białoruscy urzędnicy mają prawo przychodzić z żonami na prezydenckie przyjęcia. Wtedy Łukaszenka pojawia się przed swoimi podwładnymi z Iriną Abelską, swoją osobistą lekarką, a od 2001 roku – szefową prezydenckiej lecznicy. Łukaszenka niejednokrotnie publicznie traktował Abelską właśnie jak „pierwszą damę”. Sadzał obok siebie w czasie uroczystych koncertów, przekazywał wręczane mu kwiaty.

 


Irina Abelska


O romansie Łukaszenki z Abelską wie chyba każdy na Białorusi. Jeszcze w 1994 roku młody białoruski prezydent polecił ówczesnej minister zdrowia Inesie Drabyszewskiej znalezienie mu osobistego lekarza. Najlepiej aby była to… młoda rozwódka z dzieckiem. Tak sformułowane polecenie zadziwiło nie tylko panią minister, ale także także najbliższych współpracowników Łukaszenki – Titienkowa, Szejmana, Konoplowa. Lekarkę znaleziono, przy czym dyktator mógł wybierać spośród trzech kandydatek. Spodobała mu się Irina Abelska.

W krótkim czasie formalnie rozpoczęła pracę w lecznicy rządowej, ale nikt z tamtejszego personelu nigdy nie widział w pracy młodej pani doktor. Za to Irina Stiepanowna zaczęła towarzyszyć Łukaszence w czasie wszystkich wojaży. Nawet na zwykłe spotkanie ze studentami lub na otwarcie nowej stacji metra dyktator obowiązkowo zabierał ze sobą Abelską. (…)

Przez cały okres kiedy Łukaszenka wprowadzał Abelską na salony, jego oficjalna żona – Galina Rodionowna Łukaszenka hodowała we wsi Ryżkowicze… krowę Miłkę. Kilka razy pozwolono jej udzielić wywiadów, w których nie omieszkała podkreślić, że to ona sama postanowiła nie jechać za mężem do Mińska. Historia z Miłką była jednak na tyle komiczna, że wkrótce Galina Rodionowna krowę sprzedała. Wokół jej domu na wsi wyrósł wysoki płot z cegieł, a w okolicznych krzakach pojawili się “ludzie w cywilu”. W białoruskiej prasie Galinie Rodionownie pozwolono po raz pierwszy coś powiedzieć dopiero w ubiegłym roku. Dla “szczerych zwierzeń” legalnej żony prezydenta wybrano jednak nie wyśmiewaną “Sowiecką Białoruś” a masową “Komsomolską prawdę w Białorusi”. Pani Galina próbowała w tym wywiadzie robić dobrą minę do złej gry i wychwalała na cały kraj Aleksandra Rygorowicza jako przykładnego, czułego i troskliwego ojca, który zabrał do Mińska synów – Wiktora i Dmitrija i dał im pracę. A ona sama też jest szczęśliwa. Uczestniczy w wychowaniu wnucząt…


Galina Łukaszenko

Wątpliwe jednak, by Galinie Rodionownie udało się kogoś rozczulić swoim opowiadaniem. Cały kraj wie przecież, że Aleksander Łukaszenka ma nie dwóch tylko trzech synów. Trzeciego – na pięćdziesiąte urodziny prezydenta – podarowała mu Irina Abelska. Wszyscy też wiedzą, że Irina Stiepanowna już od dawna mieszka w rezydencji Drozdy razem z Łukaszenką. A także, że w rezydencji osiadła nawet jej matka – Ludmiła Pastajałka. Jednak coraz częściej w kuluarach Administracji Prezydenta krążą pogłoski, że Irina znudziła się Łukaszence. Jego męska chuć pożąda innych kobiet. Że właśnie po to Abelska urodziła mu syna, aby związać prezydenta ze sobą.

W ubiegłym roku mówiło się o romansach Łukaszenki to z jedną to znów z inną pięknością białoruską. Najpierw, że jego nową faworytą jest piosenkarka Polina Smołowa. Że to właśnie prezydent polecił, aby przyznano jej pierwsze miejsce na festiwalu “Słowiański Bazar”, a następnie wysłano ją na festiwal Eurowizji. Ale im częściej powtarzano tę wersję, tym częściej sama Polina Smołowa powtarzała, że “ma ukochanego, który podarował jej na urodziny BMW”.

 


Polina Smołowa


Potem rozeszły się pogłoski o związku Łukaszenki z byłą modelką Olgą Siarożnikową, kierowniczką Narodowej Szkoły Piękności. Mówiono nawet, że już nie Abelska, ale Siarożnikowa zajęła miejsce koło Łukaszenki w Drozdach. Ale, podobnie jak w przypadku Smołowej, kiedy tylko informacje o tym zaczęły krązyć wśród ludu, jedna z gazet białoruskich zapytała Olgę o jej życie osobiste, a ta doniesienia o swoim romansie z Łukaszenką nazwała insynuacją. Zapewniła, że mieszka z mamą w małym mieszkanku w mińskiej dzielnicy Malinowka. A potem “nagle” Siarożnikową zaczął przywozić do pracy drogim jeepem jakiś dystyngowany mężczyzna…

A tymczasem Irina Abelska demonstruje narodowi, że zachowała swój dawny status. Jak bowiem inaczej można ocenić jej publiczne pojawienie się w prezydenckim mercedesie bez Aleksandra Rygorowicza?...

Dzisiaj w Krakowie!

Dziś w krakowskim Klubie Studio:

Z powodu małej ilości  wiedzy i informacji dotyczącej szeroko pojętej
kultury sąsiedniej Białorusi  oraz celem integracji dwóch kultur –
białoruskiej i polskiej, zainicjowaliśmy serię koncertów alternatywnej
muzyki białoruksiej w Krakowie. Zasadniczą ideą koncertów jest
integracja Białorusinów i Polaków poprzez uczestnictwo w koncertach
białoruskich, zapoznanie się ze współczesną kulturą sąsiedniej
Białorusi, nawiązanie bliższych kontaktów poprzez promocję wartości
europejskich celem dalszej szeroko rozumianej współpracy. Pierwszy
koncert odbędzie się 16 marca b.r. o godz. 20.00 w klubie „Studio” przy
ul. Budryka 4. W koncercie tym wezmą udział czołowi przedstawiciele
białoruskiej muzyki alternatywnej – zespoły NRM, Krama oraz Pomidor/off.

Kilka
słów o zespołach. Zespół NRM (Niezależna Republika Mroja) został
założony w 1994 roku na gruzach zespołu Mroja. Zmiana nazwy, a także
stylu muzyki była związana z tzw. "zmęczeniem materiału" oraz chęcią
odejścia od stereotypów narosłych wokół poprzedniej formacji. W skład
NRM weszli wszyscy muzycy z Mroi – wokalista Lavon Volski, gitarzysta
Pit Paŭłaŭ, basista Juraś Laŭkoŭ i perkusista Aleh Dziemidovič. NRM w
swoim dorobku ma takie albumu jak „Łałałała”, „Odzirydzidzina” i
„Pašpart hramadzianina N.R.M.”, „Akustyčnyja kancerty kanca XX
stahodździa”, „Try čarapachi” i „Dom kultury”. W 2004 roku z okazji
dziesięciolecia ukazała się składanka „Spravazdača 1994-2004”. W roku
2005 zespół odbył dwie trasy koncertowe w Polsce, w tym jedną jako gość
specjalny urodzinowej trasy Pidżamy Porno.

Krama jest jednym z
czołowych zespołów białoruskiej sceny muzycznej, który w ciągu swej
prawie dwudziestoletniej historii zyskał szerokie grono wielbicieli
oraz był wielokrotnie nagradzany za swoje artystyczne dokonania. Krama
istnieje na muzycznym rynku od 1991 roku, gdy utworzyli ten zespół
członkowie grupy "Rokis". W repertuarze możemy znaleźć kawałki na
pograniczu rock-&-rolla i bluesa oraz teksty, często zabarwione
nutką ironii lub dekadenckiej nostalgii. W ubiegłym roku zespół nagrał
płytę zawierającą najlepsze kawałki grupy: "Krama – Budź Razam z Nami –
Pierszy Aficyjny – The Best". Znalazły sie na niej tak znane utwory jak
"Hej tam naliwaj" czy "Chavajsia u bulbu".

Zespół Pomidor/off na
białoruskiej scenie muzycznej pojawił w drugiej połowie lat 90-ch. Brał
udział w najbardziej znanych białoruskicj projektach muzycznych:
„Narodny Albom”, „Światy wieczar 2000”, „Ja naradziusia tut”, „Personal
Depeche”. Wydał swój album: „„Świata pakradziena”

Szczegółowe
informacje o serii koncertów p.t. „Białoruska Alternatywa” można
znaleźć na stronie www.bialoruskalternatywa.pl (strona będzie dostępna
od 05.03.2007). Na stronie również można będzie znaleźć zdjęcia z
koncertu i sample dźwiękowe artystów.

Sowiecka Białoruś

Jako dodatek do poprzedniej wiadomości – o wyrzuceniu z Akademii Nauk nieprawomyślnego historyka – przedstawię interesującą serię artykułów na temat roli ideologii w państwie, opublikowanych w gazecie "Sowieckaja Biełarussia". Przytaczam najciekawsze fragmenty.

prof. Anatolij Rubinow, członek Narodowej Akademii Nauk, pierwszy zastępca szefa Administracji Prezydenta Republiki Białoruś:

Jeszcze raz o ideologii
28.7.2006 [fragmenty]

Na czas rewolucyjno-demokratycznej euforii wielu zaczęło uważać, że ideologia to czysto komunistyczny atrybut i że wolne społeczeństwo powinno być również wolne od ideologii. (…) Jednak z upływem czasu i po zdrowym namyśle stało się coraz bardziej jasne, że bez ideologii społeczeństwo nie może istnieć. (…)

Z drugiej strony, jeśli rola ideologii w społeczeństwie rozrasta się ponad miarę, jeśli staje się obowiązującym dogmatem, zaczyna być ważniejsza od społeczeństwa, to może mieć zupełnie negatywne następstwa. Jaskrawym przykładem jest tu Związek Radziecki. Przecież przyczyną rozpadu ZSRR nie był kryzys ekonomiczny, polityczny czy narodowy. Niezależnie od poglądów niektórych polityków i politologów – tych kryzysów w kraju radzieckim nie było. Przyczyną była dogmatyczna ideologia, która pętała polityczne kierownictwo i nie pozwalała adekwatnie reagować na zmieniające się warunki świata. (…)

Teraz o demokracji. Najważniejszy wyznacznik demokracji – wybieralność głowy państwa i parlamentu – u nas istnieje. Przy czym, w odróżnieniu np. od USA, u nas wybory prezydenta są bezpośrednie. To silniejszy mechanizm demokratyczny, zabezpieczający realny i bezpośredni związek między władzą a narodem. Co by nie mówili zagraniczni obserwatorzy i nieprzychylni komentatorzy – ten mechanizm u nas działa, działa jawnie i efektywnie. Oszałamiające poparcie Łukaszenki w ostatnich wyborach – to nie rezultat jakichś zakulisowych manipulacji lub nadużywania środków administracyjnych, lecz realne świadectwo ideologicznej jedności naszego narodu. Jedności osiągniętej nie agitacją i masową obróbką ideologiczną, lecz dzięki praktycznym rezultatom budowy naszego państwa, naszym sukcesom, uczciwą i jawną polityką, jednością słów i czynów, które dziś charakteryzują styl rządzenia naszego Prezydenta.

prof. Piotr Pietrikow, historyk, członek-korespondent Narodowej Akademii Nauk Białorusi:

Metodologiczne ideologemy historyków
31.8.2006 [fragmenty]

"Zimna wojna" między USA i NATO z jednej strony, a ZSRR i Układem Warszawskim z drugiej – zakończyła się zwycięstwem USA i jego sojuszników, a klęską ZSRR i jego sojuszników. To fakt historyczny, który nie ulega wątpliwości. Decydującą rolę w tym światowej skali konflikcie sił postępu i reakcji, jak nazywała siebie każda ze stron, odegrała ideologia antysowietyzmu i antykomunizmu państw zachodnich z USA na czele. Związkowi Radzieckiemu – zjednoczonym siłami zewnętrznymi i wewnętrznymi – zadano powalający cios: rozczłonkowano go na kawałki. Dalszy triumfalny pochód "prawdziwej demokracji" przeszedł przez Jugosławię, Afganistan i Irak, "kolorowe rewolucje" w Azji Środkowej, Gruzji i na Ukrainie. W ten sposób ideologia świata jednobiegunowego, działającego na zasadzie "dziel i rządź" kontynuuje zwycięski marsz po rozpadzie i likwidacji ZSRR. (…)

Przede wszystkim należy zauważyć palącą aktualność dla dalszego rozwoju nauk historycznych na Białorusi takich spraw, jak: Uparte dążenie niektórych historyków do nie kończących się przeprosin, oczerniania i przeklinania swojej przeszłości. Znaczenie Wielkiej Rewolucji Październikowej 1917 roku oraz Wielkiej Rewolucji Francuskiej na rozwój współczesnej cywilizacji. O autorach, zarażonych nienawiścią do sowieckiej przeszłości. Nieakceptowalność i historyczny brak perspektyw sloganu "odrodzenia Białorusi", niezależnie i wbrew bratniej pomocy narodu rosyjskiego i Rosji, kraju sowieckiego. Sformułowania kwazidemokratów o "mitologizacji wspólnoty pod nazwą "naród sowiecki"". Mylność "typowej logiki" niektórych uczonych, że współczesna suwerenna Białoruś wyrosła z emigranckich idei nacjonalistów, a nie dzięki pełnej wyrzeczeń pracy i bohaterskim czynom wojennym narodu białoruskiego i bratniemu wsparciu wszystkich narodów ZSRR. (…)

Niektórym białoruskim historykom stała kością w gardle historyczna walka narodu białoruskiego o zjednoczenie z bratnim narodem rosyjskim. Dlatego narodowo-wyzwoleńczą wojnę narodów białoruskiego i ukraińskiego pod dowództwem Bohdana Chmielnickiego bez chwili namysłu zamienili oni na wojnę antyfeudalną lub kozacko-chłopską. Przemilczeli przy tym, że lewobrzeżna Ukraina po Ugodzie Perejasławskiej w 1654 zjednoczyła się z Rosją, a Białorusi nie udało się tego wywalczyć.

Podobną nieprzychylność wobec Rosji wykazali oni, jeśli chodzi o zjednoczenie narodu białoruskiego z narodem rosyjskim w jednym państwie rosyjskim pod koniec XVIII w. w wyniku trzech rozbiorów Rzeczypospolitej w latach 1772, 1793 i 1795. (…)

Przemilcza się przy tym, że i Tadeusz Kościuszko w 1794 r. i Konstanty Kalinowski w 1863 r. walczyli za przywrócenie Rzeczypospolitej w granicach z 1772 roku, co oznaczało nową inkorporację, nowe włączenie białoruskich ziem w skład Polski wbrew zasadniczym etniczno-narodowym interesom narodu białoruskiego. Dlatego te polskie powstania były postępowymi dla narodu polskiego, lecz reakcyjnymi dla narodu białoruskiego i w przypadku ich zwycięstwa oznaczałyby dla Białorusinów ostateczną polonizację i etniczne zniknięcie z mapy Europy.

Historycy nie po linii ideowej

Gazeta.pl pisze:

Jauhen Aniszczenka, naukowiec z Instytutu Historii Narodowej
Akademii Nauk Białorusi, pisał, że carski generalissimus Aleksander
Suworow był katem narodu białoruskiego, a Tadeusz Kościuszko – jego
bohaterem. Wyleciał z pracy.

Warto przeczytać szerszy opis sprawy w niezależnych mediach białoruskich – poniżej moje streszczenie:

Państwowa komisja akredytacyjna zarzuciła Aniszczence brak recenzji prac kolegów i słabą prezentację dorobku na konferencjach naukowych. Aniszczenko twierdzi, że tymczasem jego recenzje badań białoruskich i zagranicznych historyków są publikowane w prasie krajowej i zagranicznej, a co więcej – ilość jego własnych publikacji tylko z trzech ostatnich lat jest równa liczbie publikacji jego 12 kolegów z wydziału razem wziętych.

Aniszczenko uważa, że zwolniono go ponieważ jego badania nie odpowiadają państwowej ideologii a także polityce likwidacji ostatków swobód akademickich, którą uskutecznia dyrektor instytutu.

Historyk pracował w instytucie ponad 20 lat i zajmował się okresem rozbiorów Rzeczypospolitej. W swoich pracach wykazywał, że główną odpowiedzialność za nie ponosi imperium rosyjskie i carat. W 2004 roku komisja akredytacyjna odrzuciła jego pracę doktorską na ten temat, uznając jej tezy za nieuzasadnione, choć o rozbiorach Aniszczenko napisał 5 monografii i zredagował 4 zbiory dokumentów. Naukowiec jest autorem w sumie 370 publikacji, w tym 13 książek. Obecnie pracuje nad trzema książkami, wśród nich o powstaniu kościuszkowskim.

Należy dodać, że obok Aniszczenki wcześniej z instytutu historii zwolniono już czworo innych znanych historyków: Ninę Studnicką, Giennadija Saganowicza, Andrieja Kisztymowa i Siergieja Tarasowa.

Wskaźnik wolności gospodarczej

Heritage Foundation i Wall Street Journal opracowuje corocznie ranking wolności gospodarczej w 161 państwach świata.

Warto porównać wyniki:
1. miejsce – Hong Kong

87. miejsce – Polska – główne czynniki negatywne: korupcja, nieelastyczne prawo dotyczące zatrudnienia, wysokie koszty zatrudnienia, biurokracja, niewydolne sądownictwo, nieprzewidywalne zmiany w prawie, znaczny wpływ państwa na funkcjonowanie gospodarki.

145. miejsce – Białoruś – główne czynniki negatywne: bardzo silna kontrola państwa (państwo właścicielem wielu przedsiębiorstw i banków, prywatyzacja stoi w martwym punkcie, państwo dyktuje ceny i płace), biurokracja, utrudnienia dla inwestorów zagranicznych, korupcja.

Całość rankingu

Łukaszenko na prezydenta Rosji – galeria

To trochę trudne do uwierzenia, ale wspomniana przeze mnie w poprzedniej notce strona lukashenko2008.ru jest chyba całkiem serio. O poważnym potraktowaniu tematu świadczyłby np. dział Humor, gdzie Aleksander Milinkiewicz – opozycyjny kandydat z ostatnich wyborów prezydenckich na Białorusi – jest przedstawiony jako amerykański sługus:

 


„Lalka na sprzedaż”

 

Cień wątpliwości co do powagi przedsięwzięcia rzuca natomiast dział Agitacja z plakatami ukazującymi oblicze kandydata:

 


„Aleksander Miński”

Czy to te plakaty są porozwieszane po Moskwie? Jeśli tak – nie dziwię się, że prości obywatele uwieczniają je w aparatach i komórkach…

Wisienką na torcie jest zaś Orgkomitet, którego niestety nie da się tu wkleić z uwagi na rozmiary. Proszę wejść pod ten link. Członkowie Komitetu Organizacyjnego nieodparcie przywodzą mi na myśl film „Big Lebowski„.

 

Łukaszenko na prezydenta Rosji

W Moskwie od czwartku odbywa się akcja reklamowa pod hasłem "Łukaszenko na prezydenta Rosji". W metrze i na ulicach zwracają uwagę banery oraz naklejki. W internecie pojawił się portal lukashenko2008.ru. Radio Swaboda donosi:

W Rosji powstał ruch narodowy "Nasz kandydat Łukaszenko"
Ina Studzińska, Mińsk

W internecie pojawiła się strona "Łukaszenko-2008". Jej twórcy to ruch narodowy "Nasz kandydat na prezydenta Federacji Rosyjskiej w 2008 Aleksandr Grigorijewicz Łukaszenko". W Moskwie pojawiły się naklejki i banery z reklamą ruchu poparcia Łukaszenki.

Na czele inicjatywy stoi Andriej Kanurin. Jego pomocnik Igor Piwowarow powiedział Radiu Swaboda: "Na Białorusi nikt o nas nie wiedział, my to robimy niezależnie, tym bardziej od Łukaszenki – nie zwracaliśmy się do niego. Ale jest w Rosji dość duża część ludzi, którzy uważają, że operacja "Następca" [tak mówi się na rosyjskie podchody do kremlowskiego fotela] to kpina z narodu. Wybierać trzeba w konkurencyjnej drużynie – i to najlepszego. Na obszarze posowieckim Łukaszenko jest jednym z najwybitniejszych liderów.

Strona internetowa ruchu "Łukaszenko-2008" zaczęła działać dopiero we czwartek, ale zawiera już sporo treści. Zamieszczone są tu artykuły "To będzie absolutnie nowa polityka", "Białoruś nie będzie kopiować cudzych doświadczeń", "Łukaszenko nie rozumie stwierdzeń Putina", "Na Białorusi najwyższy poziom emerytur w WNP".

Na stronie są artykuły Gleba Pawłowskiego [politolog, doradca kremlowski] "Białoruś, która się udała", fragmenty książki Jurija Szewcowa [politolog] "Zjednoczony naród. Fenomen Białorusi", wywiad z Dmitrijem Rogozinem [polityk, przywódca frakcji Rodina w Dumie], Wasylem Dowgałowem [ambasador Białorusi w Rosji]. Jest nawet plik audio z pieśnią "Łukaszenko, przychodź!".

Wszystkie publikacje ukazują Łukaszenkę w pozytywnym świetle. Zarówno twórcy strony, jak i grupa inicjatywna ruchu wykonują swoją pracę społecznie. "Zamawialiśmy tylko plakaty – mówi Igor Piwowarow – I nawet to zrobili bezpłatnie ludzie, którzy się z nami solidaryzują. Za nic nie płaciliśmy, ludzie ofiarowują datki z własnych środków. Mamy dużą oglądalność strony www, w ciągu trzech dni – cztery tysiące ludzi na dobę, a nie wykorzystywaliśmy żadnych specjalnych środków reklamowych. Mamy już ponad 400 podpisów na stronie. Będziemy kontynuować naszą działalność."

Na stronie można wziąć udział w sondzie: "Kto zostanie następnym prezydentem Rosji?" Przywódca Białorusi póki co wygrywa.

Białorusini, którzy ostatnio odwiedzali Moskwę, zwrócili uwagę na kampanię reklamową ruchu, mówi młody aktywista Andriej.

"Przedwczoraj w metrze zobaczyłem naklejki z napisem "U oligarchów następców wielu, a baćka u nas jeden" – opowiada Andriej – To była reklama strony lukashenko2008.ru, reklamującej Łukaszenkę jako kandydata na prezydenta Federacji Rosyjskiej. A jeszcze po całej Moskwie są banery z taką samą reklamą: na tle rosyjskiej flagi napis "Łukaszenko – baćka u nas jeden". Portretu nie ma, portret jest tylko na tym portalu."

Andriej zwrócił również uwagę na nastawienie moskwian do takiej reklamy białoruskiego lidera w rosyjskiej stolicy.

"W metrze prości obywatele robią zdjęcia aparatami, komórkami, i śmieją się z tego. Rozmawiałem też z różnymi młodzieżowymi organizacjami antyputinowskimi, oni powiedzieli, że jeśli będzie duży rozgłos w Moskwie, oni będą prowadzić akcję przeciwko takiej kampanii."