„Bogurodzica” też nie nasza??

Zbliża się 15 lipca, rocznica bitwy pod Grunwaldem. Dla Białorusinów jest to jedna z najważniejszych rocznic narodowych, choć nie jest obchodzona jako święto państwowe.

Wśród młodych Białorusinów, podobnie jak wśród Polaków, popularne są bractwa rycerskie. Na coroczne obchody pod Grunwaldem zjeżdżają do Polski również bractwa z Białorusi:


Baharodzica, Dziavica

Boham słaviona, Maryja




U tvajho syna, Haspadzina


Maci zvalona, Maryja




Maci zvalona, Maryja


Zyčy nam i adpuści nam




I dziela Chrysciciela, Božyča


Słyš hałasy, čałaviečy myśli poŭń




I malitvu ciabie uznosim


I dać rady ciabie ž prosim




Daj na śviecie zbožny pabyt


Pa žyvocie daj rajski byt




Baharodzica, Dziavica


Boham słaviona, Maryja

Zaskakująca okazuje się konfrontacja polskich i białoruskich informacji o pieśni "Bogurodzica".

Polska Wikipedia:
"Bogurodzica" to średniowieczna, najstarsza polska pieśń religijna i najstarszy polski tekst poetycki. Tradycja przypisywała jej autorstwo św. Wojciechowi, dziś przyjmuje się, że powstała prawdopodobnie w połowie XIII wieku. Pierwsze zapisy pochodzą z 1407, 1408 lub 1409 roku (różne źródła inaczej podają).


Bogurodzica była pieśnią bojową polskiego rycerstwa pod Grunwaldem, co opisuje Jan Długosz, oraz w bitwie pod Warną. Była także odśpiewana podczas koronacji Władysława Warneńczyka.

W Bogurodzicy znajdują się liczne archaizmy. Niektóre z nich były przestarzałe już w XV wieku.


Białoruska Wikipedia:

"Baharodzica" – hymn państwowy Wielkiego Księstwa Litewskiego od XIV do XVIII wieku. Od XV wieku nazywany również "Pieśnią Ojczyzny" i uważany już za starodawny. Śpiewany przy koronacjach, ceremoniach dworskich i innych uroczystościach, przez wojska przed bitwami, przy wystawianiu relikwii i na pogrzebach osobistości państwowych.


Nawet wedle swojej nazwy – jest to hymn prawosławny. "Bogurodzicę" kojarzy się raczej z hymnem niż z modlitwą, na podstawie układu wierszowanego tekstu i melodii, bliskiej ludowej.

Na sztandarze Wielkiego Księstwa Litewskiego z jednej strony znajdował się wizerunek Pogoni, a z drugiej – wizerunek Bogurodzicy. Ponieważ od XIII wieku wizerunek Bogurodzicy był herbem Księstwa Połockiego, możliwe jest, że Wielkie Księstwo Litewskie zapożyczyło ten herb wraz z hymnem "Bogurodzicy" od Połocka.

Na podstawie badań językowych można w przybliżeniu określić czas powstania hymnu – połowa XIV wieku, jednak użyte w tekście starobiałoruskie archaizmy przemawiają za uznaniem tego utworu za dzieło XII-XIII wieku, a nawet XI wieku. "Bogurodzica" odznacza się oryginalną strukturą, nie mającą analogii w literaturze greckiej, łacińskiej, czeskiej i niemieckiej.

Jan Długosz w swojej kronice podaje, że na początku bitwy pod Grunwaldem wojska Wielkiego Księstwa Litewskiego odśpiewały Bogurodzicę, po czym potrządając włóczniami ruszyły na wroga.

W końcu XIV wieku "Bogurodzica" razem z Jagiełłą i jego otoczeniem trafiła do Polski. W XV wieku hymn był już szeroko znany w Polsce i stał się wojskowym i państwowym hymnem Królestwa Polskiego. Niektórzy badacze sądzą, że "Bogurodzica" była hymnem koronacyjnym Jagiellonów. Później tekst "Bogurodzicy" został spolonizowany i dopełniony refrenem. Obecnie w Polsce jest uważany za polską pieśń średniowieczną.

Noc Kupały

Białoruska e-kartka z okazji Nocy Kupały

6/7 lipca – na Białorusi odbyła się Noc Kupały, czyli Noc Świętojańska.

Warto zerknąć na galerię zdjęć na onecie:

Młodzi Białorusini w trakcie świętowania nocy
Kupały – starosłowiańskiego obrzędu, który odprawiany jest dopiero w
lipcu ze względu na tradycyjny
kalendarz julianski. Obchody
rozpoczynają się od rytualnego krzesania ognia. W wybranym miejscu
wbija się w ziemię brzozowy kołek, po czym zakłada na niego jesionową
piastę oraz koło owinięte smoloną słomą. Następnie obraca się koło tak
szybko, że w wyniku tarcia zaczyna się palić. Wówczas zdejmuje się je i
płonące toczy do przygotowanych stosów. Wierzono, że skakanie przez
ogniska i tańce wokół nich mają oczyszczać, chronić przed złymi mocami
i chorobą. Kiedyś palono również na stosach ofiary, składane z drobnej
zwierzyny i ptactwa oraz magicznych ziół, co miało zapewnić urodzaj i
płodność zwierząt a także ludzi.

 


 

Nasz Dziennik o Białorusi

Fragment z artykułu w Naszym Dzienniku:

ks. prof. Czesław S. Bartnik

A jednak się niecierpliwimy

Polska powinna wszechstronnie współpracować z Rosją i Białorusią, i tej
drugiej nawet pomagać, a nie czynić się misjonarką dziwnej demokracji
zachodniej. Zupełnie niepotrzebna jest radiostacja antybiałoruska.
Przecież Białoruś to nasza siostra, kiedyś była w ścisłej unii z
Koroną. Nie nawracajmy jej więc siłą, jak Niemcy Prusaków. To w ogóle
nie jest duch polityki polskiej. Kto ją nam narzucił? Oligarchowie
syjonistyczni, zachodni? I tutaj czekamy na zmianę.


Opowieści niesamowite

Na blogu barmani.blox.pl znajduje się ciekawa relacja z wyprawy na Białoruś, zakończonej zwinięciem przez milicję i oberwaniem od niej w papę na posterunku… Mam nadzieję, że autor nic nie podkoloryzował. Znam jednakże kogoś, kto też tam był – i na podobnej zasadzie: jako student historii na jakiejś konferencji – no i spotkało go coś bardzo podobnego ze strony KGB. (Okazało się, że wiedzieli o jego działalności w polskiej organizacji na rzecz praw człowieka.) Nie wygląda więc ta historia na zmyśloną. Warto poczytać. Zwraca uwagę fakt konfiskaty książki pod tytułem "Gułag", filmów z aparatów fotograficznych oraz… konserw z mielonką i paluszków. Dziwię się, że zaraz następnego dnia rano autorzy nie udali się do polskiej ambasady. Ja bym tak zrobiła. Ale mnie na Białoruś już nie wpuszczą… O mnie pewnie też już wszystko wiedzą. 😉

Likwidatorzy

Najniebezpieczniejsza – ba! to za małe słowo, po prostu choroba popromienna pewna! – była likwidacja zniszczeń bezpośrednio po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Strażacy, którzy wspinali się na dach płonącego bloku elektrowni, piloci helikopterów, którzy gasili z powietrza, wreszcie sprzątacze radioaktywnego gruzu – nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, co im grozi. Czytałam relację pilota, który odkrył, że "podkręcono" mu licznik Geigera tak, aby zaniżał wskazania. Wszyscy ci ludzie dziś albo już nie żyją, albo są ciężko chorzy.

Znam pewnego inżyniera, specjalistę od elektrowni jądrowych. Mieszkał wtedy we Lwowie. Gdy elektrownia w Czarnobylu wybuchła, miał zostać ściągnięty na miejsce, żeby coś tam ratować. Jednak w porę wyczuł pismo nosem i załatwił sobie natychmiastową długą delegację na drugi koniec Związku Radzieckiego.

Znalazłam stronę ze zdjęciami z akcji likwidacyjnej (jest tam ich więcej), która trwała jeszcze jesienią 1986 roku:


Poświata widoczna na fotografii pochodzi od promieniowania,
które prześwietliło kliszę

W połowie września 1986 przed wizytą Gorbaczowa zadecydowano, aby sprzątnąć radioaktywny żużel z dachów trzech ocalałych bloków elektrowni. Minimalny poziom promieniowania na dachu wynosił 800 rentgenów na godzinę. Maksymalny – 7000 rentgenów na godzinę. Gdy dwa importowane roboty zepsuły się z powodu zbyt silnego promieniowania, wybrać resztę radioaktywnych materiałów przyszło ludziom. Podczas każdego wyjścia na dach pracowali niewiele ponad minutę. W ciągu 12 dni wybrali około 170 ton radioaktywnych odpadków.

Jeszcze jedno. Zdjęcie na kolejnej stronie:


Nakaz utajnienia informacji o rezultatach leczenia i stopniu napromieniowania osób biorących udział w akcji likwidacyjnej.

Pas słucki

Kolejne odkrycie wspólnego skarbu naszych narodów:
Pas słucki – tkany pas do obwiązywania kontusza. Obowiązkowy element stroju polskiego szlachcica. Również dla Białorusinów jest on historycznym symbolem i skarbem narodowym.

W Polsce takie pasy można zobaczyć w bardzo wielu muzeach regionalnych i prawdopodobnie każdy z nas kiedyś widział przynajmniej jeden, choćby na wycieczce szkolnej. Jednak mało który Białorusin ma szczęście zobaczyć na własne oczy pas słucki! Ze znalezionych przeze mnie artykułów o wystawie,
która odbyła się w Mińsku wynika, że na Białorusi takich pasów
zachowało się niezwykle mało. Władza
radziecka tępiła tam wszelkie przejawy związków z Rzecząpospolitą – w latach 30. pasy słuckie były wyprzedawane za bezcen na Zachód, bądź wręcz niszczone wraz z innymi dziełami sztuki białoruskiej. (Z istniejących do dzisiaj dzieł sztuki – 99% znajduje się poza granicami kraju!) W ojczyźnie tych pięknych tkanin są więc one, paradoksalnie, ogromną rzadkością. Z tego powodu mają one dla Białorusinów status narodowej relikwii.

 

 

 

Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity,
Przy którym świecą gęste kutasy jak kity

(Pan Tadeusz, księga 1)

Część stroju narodowego, noszony przez mężczyzn do kontusza. Wykonywany z cienkiej tkaniny jedwabnej, wykończony frędzlami. Produkowano je w manufakturach zwanych persjarniami. Najsłynniesza z nich była w Słucku. Właścicielami manufaktur byli białoruscy (polsko-białorusko-litewscy?) arystokraci: Radziwiłłowie, Sapiehowie, Ogińscy. Frędzle
u pasa są ukłonem w stronę ludowych pasów białoruskich. Mam też przeczucie, że hafty na pasie, choć po części stylizowane na
orientalne, mają wiele wspólnego mają wiele wspólnego z opisywaną
przeze mnie wcześniej słowiańską symboliką białoruskich ornamentów ludowych.

Tureckie i perskie pasy były rozmaite, dłuższe i krótsze, szersze i węższe, sute i ordynaryjne, wszystkie jedwabne, rozmaitych kolorów i deseniów; srebrem i złotem bogato i skąpo przerabiane. Ordynaryjny pas turecki, mędelkowym zwany, płacił się najtaniej czerwonych złotych 4, stambulski-czerwonych złotych 12, perski- 16, 18 i wyżej, podług gatunku, aż do czerwonych złotych 60. Prócz zaś takich pasów znajdowały się po pańskich garderobach pasy daleko od wymienionych dopiero droższe, albowiem jeden do czerwonych złotych 500 szacowano. Tak pas był długi łokci dziewięć, szeroki do trzech łokci, gruby jak sukno francuskie, tęgi jak pargamin; przeto też takich pasów nie używano do stroju, ale raczej trzymano dla zaszczytu garderoby pańskiej i na podarunki; bywał tkany z nici srebrnej lub złotej, albo po jednej stronie srebrnej, po drugiej złotej, kwiatami jedwabnymi w rozmaite kolory przerabiany. Nastały potem pasy słuckie, bogactwem i pięknością perskim i tureckim bynajmniej nie ustępujące. Każdy pas takowy, bogaty lub ordynaryjny, miał na końcu wyhaftowane słowa: „Factus est Sluciae”, którymi różnił się od perskiego i tureckiego.

Jędrzej Kitowicz, opis obyczajów
Inne warianty znaków firmowych na pasach to na przykład: Sluck, Ме ресit Sluciac, Въ градъ Слуцкъ.

 

 


Przykładowe artykuły na temat wystawy w Mińsku:

„Białoruś w fantastycznych opowiadaniach”

Polska Biblioteka Internetowa zawiera zbiór niezwykle ciekawych książek w postaci elektronicznej, w większości dzieł dość starych, tak, że prawa autorskie do nich już wygasły.

Moim ostatnim odkryciem jest książka Jana Barszczewskiego "Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach", wydana w roku 1844.

Na osądzonej dotąd za stronę
zapadłą Białejrusi, daje się od niejakiego czasu wyraźnie postrzegać
niezwykły ruch intellektualny. Dopatrujemy się go w faktach
objawiających się w literaturze, a więcej jeszcze w żywym interessie,
jaki sama Literatura zaczyna obudzać w życiu domowem obywateli,
potoczne ich rozmowy ożywiać.

Jestem dopiero w trakcie czytania. Niektóre zabawne fragmenty już na wstępie zwracają moją uwagę:

I w przeszłych czasach
Białoruś miała swoich umysłowych przedstawicieli, jeżeli tak nazwać
godzi się niezdolnych popleczników wielkich wzorów klassycyzmu. Wszakże
pisarze owi, uniesieni wirem zachodnich idej, malejąc w
naśladownictwie, nic rozwijali własnego ducha, nietkali kanwy z siebie
samych, a ślepo trzymając się przesławnych wzorów, nic przejawili nigdy
ducha narodowego, bo go sami nie mieli i niepojmowali. W ich dziełach
nie odbiła się ani miejscowość, ani duch strony. Były to raczej
żakowskie lukubracje, z łachmanów klassycyzmu francuskiego (…).

Między
innemi kilka imion przeszło do Historji Bibliografji polskiej.
Franciszek Bohomolec, Jezuita , autor komedji, kontynuator żakowskich
djalogów długo trzymających się na scenie jezuickich teatrów. W
komedjach tych przedstawiał się świat jakiś dziwaczny, że się tak
wyrażę, połowiczny, bo przeznaczone dla teatrów klasztornych, nie
wprowadzały osób płci żeńskiej.

Główną ich myślą było wyśmiać wpływ
cudzoziemców na kraj, w szczególności na panów, wprowadzających do
swych domów francuskie mody, francuskich kucharzy, francuskich
guwernerów, których obawiano się wpływu na zepsucie zasad religji i
rospowszechnienie wolterjanizmu.

Autor przy okazji uświadamia mi, że Franciszek Karpiński, autor najpiękniejszej polskiej kolędy, jest postacią wspólnej kultury Polaków, Ukraińców i Białorusinów. Urodził się i studiował na Ukrainie, przez 30 lat tworzył na Białorusi, pisał po polsku.

Ta książka przypomina mi jednak o jeszcze ciekawszej sprawie. Otóż my, jako zachodni Słowianie, praktycznie zagubiliśmy naszą starą mitologię i zwyczaje. Przyszliśmy tu ostatni i najbardziej (może jeszcze poza Czechami i resztkami Łużyczan) oderwaliśmy się od prastarych korzeni leżących na Wschodzie. Wystarczy jednak tylko przekroczyć naszą wschodnią granicę, żeby odkryć, że ludzie żyjący tam mają o wiele większą świadomość słowiańskich mitów i zwyczajów. To, co dla nas jest archeologią – dla nich jest rzeczą żywą. Na przykład starosłowiańskie bajki o Babie Jadze, Żmiju i Kościeju, bardzo popularne i opowiadane wszystkim dzieciom w Rosji – kiedyś i Polakom musiały być dobrze znane. Dziś są czymś kompletnie obcym. Również Białoruś dużo bliżej jest słowiańskich korzeni niż Polska.

Ta książka właśnie zbiera starosłowiańskie ślady w białoruskich podaniach ludowych:

Między ludem Białoruskim
zachowują się jeszcze i teraz niekótre podania dawnych czasów, które
przechodząc z ust do ust, zrobiły się tak ciemne jak mithologja
starożytnych narodow.


Nasze korzenie

Gdy czytam o folklorze Białorusi, dręczy mnie uczucie odcięcia od korzeni. Rzeczy znane Białorusinom – nawet jeśli nie uświadomione, lecz funkcjonujące w zbiorowej świadomości kulturowej – dla Polaków są całkiem obce, choć przecież nie powinny!

Któż w Polsce orientuje się w słowiańskiej symbolice kolorów i ornamentów? Kto z nas zdaje sobie sprawę, że kolorowe wzorki na haftach ludowych mają głębokie znaczenie religijne i mitologiczne?

W jednym z wpisów przytaczałam historię komunistycznej flagi Białorusi. Była ona zaprojektowana w Moskwie przez bezmyślnych urzędników – kolorystyka, jak i wzór ludowy na skraju flagi zostały dobrane zupełnie przypadkowo. Okazało się, że przypadek był złośliwy: kolory jak i wzór tej flagi są w folklorze białoruskim… symbolami śmierci i przekleństwa. Z drobnymi modyfikacjami flaga została na powrót przyjęta przez prezydenta Łukaszenkę.

Centralnym elementem ornamentu jest romb z wypustkami, główne kolory to czerwień i zieleń:

W białoruskiej tradycji romb z prostymi wypustkami („promieniami”) jest symbolem słońca i jako taki – szczęścia i życia:

Tymczasem, jak piszą Białoruscy internauci:

  • Dość dawno temu czytałem ciekawą pracę o dawnych tradycjach
    białoruskich. W szczególności o wzorach z figur geometrycznych. Okazuje
    się, że romb u Białorusinów symbolizował słońce. I od niego idą
    promienie. Jeśli radosne zdarzenie – to promienie proste, jeśli zaś
    łamane – to coś złego, często pogrzeb (znak zachodzącego słońca). A
    więc – znak zachodzącego słońca jest narysowany na prezydenckiej fladze
    (symbolicznie, prawda?). To jeszcze raz potwierdza, że dla Białoruskiej
    Radzieckiej Republiki Socjalistycznej (i dla pozostałych republik ZSRR)
    flaga została narysowana w Moskwie, nawet bez zastanowienia nad sensem,
    z wzorem wziętym z pierwszej lepszej książki.
     
  • Dawno temu jechałem pociągiem z uczonym-heraldykiem. On twierdził, że
    czerwono-zielona szmatka na płocie to znak przekleństwa u Słowian.
    Potem opowiedział też o ornamentach. Romb z zagiętymi od niego w dół
    liniami to symbol śmierci. A potem zobaczyłem taki twór wyniesiony w
    referendum w 1996. Bardzo, bardzo dziwnie…

Z takimi wiadomościami na temat złowrogiej symboliki flagi spotkałam się już kilka razy.

Bardzo polecam stronę uzor.iatb.by – niezwykle ciekawe opracowanie naukowe o bialoruskich wzorach ludowych i ich znaczeniu. Poniżej podaję kilka przykładów:

 Drzewo Życia. Symbol wieczności.

 Jaryło na koniu. Jaryło był bogiem słowiańskim, uosabiającym siły życiowe przyrody i płodność. Nawiasem mówiąc, na Ukrainie popularnym napojem chłodzącym jest znakomity butelkowany kwas chlebowy marki „Jaryło”.

 Żytnia Baba. Bogini urodzaju.

 Symbol Świętego Drzewa i Radaunicy. O Radaunicy (Radunicy) pisałam już jakiś czas temu – jest to wiosenne święto zmarłych. Ornament przedstawia dwie jodełki jako symbol święta i dwa gwiaździste symbole oznaczające dusze zmarłych przodków. Ten wzór używany jest dla zademonstrowania pamięci przodków i nadziei na nadprzyrodzoną pomoc tychże.