Białoruski dobrobyt

Dość popularne jest twierdzenie, że na Białorusi przynajmniej panuje dobrobyt. Nawet zachodni eksperci twierdzą, że w tym kraju się poprawiło. Ale…

Dziś Białorusini z forums.tut.by porównują warunki życia na Białorusi i na Zachodzie. Poniżej kilka znaczących szczegółów i fragmentów wypowiedzi. Zdałoby się, że te rozmowy pochodzą z lat 80. …

  • "Zachód" oznacza dla dyskutantów w zasadzie Litwę i Łotwę, czasem Polskę.
  • Porównanie z Litwą:
    – Gdy idziesz do przychodni, nie musisz przynosić ze sobą niczego (strzykawki, roztworu fizjologicznego, środka do przemywania).
    – W sklepach obsługa lepsza i szybsza niż na Białorusi, gdzie zawsze mogą zamknąć z powodu "dnia sanitarnego", przerwy obiadowej, a i nakrzyczeć na człowieka z dowolnego powodu.
  • Do białoruskiego Komsomołu jeszcze na siłę nie wstąpiłeś (bo wyrzucą z uczelni)? Dniówki jeszcze nie oddawałeś na subotnik [obowiązkowy czyn społeczny w sobotę]? Nie stałeś 6 godzin w kolejce do polskiej ambasady? Głupiej państwowej propagandy nie słuchasz? Portret Łukaszenki na pół ściany w biurze nie wisi? W sklepach nie ma chamstwa? Na pochody siłą nie zaganiają?
  • Dlaczego jest chamstwo w przychodniach i na porodówkach?
    Dlaczego projektantom odzieży chciałoby się powyrywać ręce?

Milinkiewicz – fizyk, a takie rzeczy opowiada…

Muszę skomentować artykuł Milinkiewicza w Gazecie Wyborczej: "Zatrzymajmy polityczny Czarnobyl":

Nikt nie zaprzeczy, że katastrofa, do której doszło 20 lat temu w
Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, była największą katastrofą
techniczną w dziejach ludzkości. Dziesiątki tysięcy ludzi zmarło z
powodu napromieniowania.
(…)
Władza stara się bowiem przemilczeć prawdę o Czarnobylu. Co więcej,
regiony najbardziej dotknięte katastrofą zostały ogłoszone strefą
intensywnych upraw rolnych. Tam rośnie pszenica, na łąkach skażonych
cezem i strontem pasie się bydło. Mięso i mleko stamtąd jest potem
sprzedawane jako tak zwane "czyste produkty rolne".




W skażonych regionach budowane są nowe domy, do których wprowadzają się
młodzi absolwenci studiów, którzy po ukończeniu uczelni dostają
skierowania do pracy w takie właśnie miejsca. Ludziom wmawia się, ze
radiacja to wymysł opozycji i naukowców wspierających przeciwników
prezydenta.




Po to, by dowieść, że na skażonych terytoriach ludziom nic nie grozi,
Łukaszenko raz na rok osobiście odwiedza te regiony. A ci, którzy się z
nim nie godzą, którzy uważają, że w strefie skażonej nie można osiedlać
się na stałe, trafiają do więzień.


Milinkiewicz sam jest fizykiem, a opowiada niestety głupstwa. Te "dziesiątki tysięcy zmarłych na skutek napromieniowania" to kłamstwo.

Skażenie regionów wokół Czarnobyla jest też o wiele mniejsze, niż powszechnie się przypuszcza. W słynnym wysiedlonym mieście Prypeć poziom promieniowania jest akurat taki jak w Warszawie. Tymczasem biznes w tych okolicach się kręci – do opuszczonego miasta jeżdżą wycieczki, z licznikami geigera, wypiekami na twarzy i duszą na ramieniu. Za grube pieniądze.

Odnoszę wrażenie, że przywódca białoruskiej opozycji nie ma pomysłu na to, co dalej robić i teraz głównie zajmuje się dyskredytowaniem Łukaszenki. Szkoda, że kosztem prawdy. I szkoda, że za pomocą siania panikarskich nastrojów w społeczeństwie. Łatwo się można w ten sposób skompromitować…

Proszę poczytać mój poprzedni wpis: Bez przesady z tym Czarnobylem! Zamieściłam tam opinie i raporty ekspertów na temat prawdziwych skutków awarii elektrowni.

Bez przesady z tym Czarnobylem!

Z racji mojego zawodu – jestem fizykiem – odnoszę się sceptycznie do sensacyjnych stwierdzeń działaczy ekologicznych oraz dziennikarzy. Wszyscy eksperci, których opinie czytałam, zgadzają się co do tego, że katastrofa w Czarnobylu była na szczęście o wiele mniej groźna niż początkowo oczekiwano.

Białoruś i Ukraina dostają pomoc finansową ze strony organizacji międzynarodowych, dzięki której mogą modernizować służbę zdrowia. Niezależnie od tego, czy ma ona leczyć ludzi dotkniętych skutkami Czarnobyla, czy innych chorych – dla obywateli taka pomoc wychodzi zawsze na korzyść. Dlatego całkiem dobrze rozumiem, że tym krajom zależy na możliwym wyolbrzymianiu szkód wywołanych wybuchem elektrowni.

Nic zatem dziwnego, że ministerstwa zdrowia Ukrainy i Białorusi podają dane różne nawet o kilka rzędów wielkości od tych z raportów naukowców, lub że prawdziwe dane przedstawiają w udramatyzowany sposób. Na przykład stwierdzenie o 2.4 mln pacjentów objętych opieką lekarską w ramach zapobiegania skutkom Czarnobyla może równie dobrze oznaczać leczenie chorych na skutek skażenia, jak i profilaktyczne badania zdrowych.

Tymczasem co do realistycznych ocen – podaję parę linków do raportów oraz opinii ekspertów w sprawie katastrofy:

  • Na temat skutków katastrofy w Czarnobylu pisał w swej, wydanej w 1990 roku,
    książce Andrzej Hrynkiewicz – członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk,
    profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i kierownik Zakładu Spektroskopii Jądrowej
    w Instytucie Fizyki Jądrowej im. Henryka Niewodniczańskiego
    :

    Wpływ katastrofy na środowisko i zdrowie ludzkie nie był jednak duży. Awaria spowodowała śmierć 28 osób, które zmarły na chorobę popromienną
    wskutek wielkiej dawki promieniowania. Dwie osoby zginęły od obrażeń
    mechanicznych i poparzeń. Byli to pracownicy elektrowni i brygad straży pożarnej
    oraz ratownicy. Nie było żadnych zgonów wśród ludności poza elektrownią.


    Jaki będzie naprawdę skutek otrzymanych dawek promieniowania? W wyniku prac różnych grup
    specjalistów zostały sporządzone liczne raporty na ten temat. Wnioski różnią się
    między sobą, ale są zgodne co do tego, że nawet wśród ludności ewakuowanej,
    która pochłonęła największe dawki promieniowania, a więc najbardziej narażonej,
    dodatkowa, spowodowana awarią, liczba zachorowań na nowotwory złośliwe w ciągu
    50 lat będzie o tyle mniejsza od liczby zachorowań na nowotwory wywołanych przez
    inne czynniki, że nie uda się tych dodatkowych zgonów zidentyfikować.

  • Państwowa Agencja Atomistyki – skrót raportu Forum Czarnobylskiego (tłumaczenie oryginału wydanego przez
    MAEA: IAEA/PI/A.87/05-28601, Austria i zaprezentowanego podczas
    konferencji zorganizowanej w Wiedniu we wrześniu 2005).

    Należy
    zauważyć , że średnie dawki otrzymane przez ludzi mieszkających na
    terenach skażonych na skutek opadu promieniotwórczego po awarii w
    Czarnobylu, są generalnie mniejsze niż dawki otrzymane przez ludzi
    żyjących na dobrze znanych obszarach o wysokim poziomie promieniowania
    naturalnego w Indiach, Iranie, Brazylii i Chinach. Niektórzy mieszkańcy
    tych terenów, za sprawą materiałów promieniotwórczych znajdujących się
    w glebie, otrzymują ponad 25 mSv rocznie bez żadnych wyraznych skutków
    zdrowotnych.


    Badania
    radiacyjno-epidemiologiczne, wykonane po roku 1986, nie wykazały do tej
    pory żadnego spowodowanego przez promieniowanie wzrostu umieralności
    wśród ludności, w szczególności na skutek białaczki i litych guzów
    nowotworowych (poza rakiem tarczycy u dzieci) lub chorób
    nienowotworowych powy|ej poziomu spontanicznego. Udokumentowana liczba
    zgonów na raka tarczycy u dzieci i młodzieży w tych trzech krajach jest
    obecnie równa dziewięć przypadków.

    Fragment tegoż raportu na stronie atomowe.kei:

    Fragment: Z powodu awarii ucierpiało (chodzi o utratę zdrowia lub życia) 4 000 osób – 50 likwidatorów zmarło od razu na chorobę popromienną, 9 dzieci na raka tarczycy (w ogóle odnotowano 4 000 przypadków raka tarczycy u dzieci i dorosłych), 3 940 osób umarło lub umrze na raka, będącego skutkiem napromieniowania, i białaczkę – spośród ok. 600 000 narażonych…(200 000 likwidatorów z lat 1986-1987, 116 000 ewakuowanych i 270 000 zamieszkujących tereny skażone). Liczba ta zawiera znane przypadki chorób i zgonów, spowodowanych podwyższonym poziomem radiacji, oraz statystyczne wyliczenia, wykonane na podstawie analizy dawek otrzymanych przez populację. Szacuje się jednak, że około 25% tych chorób będzie wywołane przyczyną niezwiązaną z wybuchem…

    Około 1000 osób z personelu on-site otrzymało duże dawki w dniu wypadku, 200 000 likwidatorów zostało napromieniowanych w latach 1986-1987 i szacuje się, że ok. 2 200 z nich umrze z tego powodu.

    Ostatecznie – z wyjątkiem personelu elektrowni i osób obecnych na jej terenie w dniu 26 kwietnia 1986, likwidatorzy otrzymali dawki na poziomie tła (promieniowanie naturalne). Ludzie z narażonych terenów otrzymali dawki nie większe niż standardowy limit dla człowieka (czyli 1 mSv, a pierwsze zmiany popromienne występują przy wartości ok. 250 mSv). Jedynie 100 000 otrzymało dawki trochę większe.

    Stwierdza się, że nie ma i nie będzie skutków genetycznych, ujawniających się w kolejnych pokoleniach.

    Stwierdzono, że główną przyczyną wzrostu zachorowań ludności była bieda i „chorobogenny” tryb życia oraz problemy natury psychicznej, a nie napromieniowanie. Nieprawdą jest jakoby napromieniowanie spowodowało wzrost zachorowań na białaczkę (z wyjątkiem grupy najbardziej napromieniowanych likwidatorów)

  • Opracowanie Działu Szkolenia i Doradztwa Instytutu Problemów Jądrowych, W. Trojanowski, L.Dobrzyński, E.Droste, marzec 2006

    Fragment: Jeszcze bardziej niewiarygodna jest prognoza 4 tysięcy zgonów (którą nie wiadomo jak potwierdzić). Niewątpliwie wynika ona z arbitralnie przyjętej w 1951 roku przez Międzynarodowy Komitet Ochrony Radiologicznej (ICRP) liniowej bezprogowej hipotezy skutków promieniowania (LNT) przyjmowanej dla potrzeb oceny narażenia osób zawodowo stykających się z promieniowaniem. Hipoteza ta zakłada, że każda dawka promieniowania jonizującego szkodzi. Jednak hipoteza zawodzi w zakresie małych dawek porównywalnych z dawkami od tła naturalnego i jej usilne lansowanie w radiobiologii nie jest uprawnione jako sprzeczne z wynikami badań epidemiologicznych i wiedzą przyrodniczą (toksykologia, fizjologia, onkologia).

    Minęło już dostatecznie wiele lat, aby prognozowane nowotwory mogły
    się rozwinąć i zamanifestować. Tymczasem jak wynika z raportu Forum,
    wśród ratowników rosyjskich stwierdzono około 30% mniejszą umieralność
    na raki niż średnio w Rosji, a wśród ludności tzw. terenów silnie
    skażonych epidemiolodzy nie zauważyli żadnego wzrostu zachorowań na
    nowotwory (inne niż tarczycy – patrz niżej).

    Nie stwierdza się też (co wcale nie dziwi specjalistów) wad
    genetycznych u potomstwa osób napromieniowanych. Stwierdzono natomiast
    (i to już w pierwszym roku!) znaczny wzrost raków tarczycy, szczególnie
    u dzieci. Pogląd, że wzrost ten miał za swą przyczynę zwiększony poziom
    promieniowania w wyniku awarii był od początku kwestionowany, gdyż z
    wielu danych wiadomo, że raki tarczycy rozwijają się
    przez wiele lat zanim się ujawnią. Ponadto z danych epidemiologicznych
    osób
    poddanych leczeniu promieniotwórczym jodem wiadomo, że wystąpił u nich
    nie
    wzrost, lecz przeciwnie, deficyt raków tarczycy. Dawki zaabsorbowane
    przez
    ludność wokół Czarnobyla (patrz tabela) były rzędy wielkości niższe,
    tak więc
    nawet blokowanie tarczycy stabilnym jodem zapewne niewiele zmieniło
    nikły
    stopień narażenia.

  • Wypowiedź prof. Łukasza Turskiego, Uniwersytet Warszawski:

    Nawet gdyby w wyniku
    wybuchu w Czarnobylu zginęło kilka tysięcy ludzi, i tak nie byłaby to
    największa katastrofa drugiej połowy XX wieku – uważa prof. Turski. –
    Czy ktoś nagłaśniał skutki awarii, która zdarzyła się w 1984 r. w
    fabryce pestycydów w Bhopalu w Indiach? W powietrze wyleciało wówczas
    bardzo dużo śmiertelnie trujących substancji, które zabiły ponad 15
    tys. ludzi – podkreśla prof. Turski. Albo czy ktoś policzył, ile
    tysięcy ludzi umiera każdego roku wskutek zanieczyszczeń emitowanych
    przez elektrownie spalające węgiel?


  • prof. Zbigniew Jaworowski – wybitny specjalista w dziedzinie skażeń

    promieniotwórczych. W latach 1981-1982 przewodniczący Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków

    Promieniowania Atomowego (UNSCEAR). Obecnie przewodniczący rady naukowej Centralnego

    Laboratorium Ochrony Radiologicznej (CLOR):

    Jaka więc była prawdziwa skala skażeń?



    W pobliżu elektrowni jest niecały kilometr kwadratowy tak skażony, że tuż po wybuchu

    wyginęły tam drzewa. Reszta tzw. zamkniętej zony nadaje się do zamieszkania, włącznie z

    wysiedlonym i pustym do dziś miastem Prypeć, położonym 3 km od elektrowni czarnobylskiej.

    Poziom promieniowania jest tam taki jak w Warszawie.

Bez sensacji

Dzisiejsze demonstracje opozycji wypadły raczej blado. W marcu Milinkiewicz zapowiadał, że "będzie nas jeszcze więcej" – niż 10 tysięcy ludzi, którzy przyszli wówczas na plac. Dziś przyszło mniej niż 10 tysięcy. Mimo, że zrobiła się o wiele przyjemniejsza pogoda. Mińsk liczy sobie milion siedemset tysięcy mieszkańców. A zatem na marcowej demonstracji było trochę ponad 0.5% mieszkańców, a dziś przyszło jeszcze mniej. (A propos, cała Białoruś ma ok. 10 milionów obywateli, czyli w stolicy mieszka niemal co piąty!)

Ciekawi mnie, skąd wzięły się na manifestacji te oto sztandary:

…Milinkiewicz przed wyborami był popierany przez bardzo szeroką opozycję – łącznie z komunistami. Może to dlatego?

Nauczycielu! Donieś na ucznia do KGB!

Portal 3dway.org publikuje instrukcję dla nauczycieli "W sprawie nielegalnych organizacji młodzieżowych" wydaną prawdopodobnie przez ministerstwo edukacji lub przez KGB. Nie podają niestety szczegółów, w jaki sposób i gdzie jest rozpowszechniana. Pod podanym wyżej linkiem można obejrzeć skany tych materiałów.

Instrukcja ostrzega przed szeregiem organizacji. Wymienia jednym tchem znane opozycyjne ruchy studenckie, takie jak Żubr, Zjednoczenie Białoruskich Studentów, ruchy obywatelskie, np. Czas (odpowiednik ukraińskiej Pory), Charter97, partie prawicowo-narodowe Młody Front, Sojusz Prawicy, Białoruska Partia Wolności i nie znane mi organizacje o podejrzanych nazwach np. Biały Legion, oraz skinheadów i radykalnych kibiców piłkarskich.

Instrukcja podaje główne kierunki pracy profilaktycznej w celu ustrzeżenia młodzieży przed wpływem tych organizacji:

  • W ścisłej współpracy z członkami Białoruskiego Republikańskiego Związku Młodzieży [pro-łukaszenkowska organizacja studencka] wzmóc wysiłki w pracy nakierowanej na patriotyczne wychowanie młodzieży.
  • W celach niedopuszczenia do wmieszania się niepełnoletnich w nielegalną działalność – organizować na odpowiednim poziomie czas wolny w akademikach i internatach.
  • W celach niedopuszczenia do agitacyjnej działalności ze strony aktywistów upolitycznionych ugrupowań przeprowadzić szkolenia ze służbami bezpieczeństwa szkół a także z komendantami akademików [pozwoliłam sobie na dosłowne przetłumaczenie słów "pracownicy ochrony szkół" i "kierownicy akademików", bo interesujący jest ich niezamierzenie militarny wydźwięk w języku rosyjskim 😉 ].
  • W przypadku odnalezienia nielegalnych druków, wykrycia faktu członkostwa ucznia w nielegalnej formacji [sic!], a także prowadzonej przez ucznia działalności agitacyjnej – informować miejscowe organy KGB.
  • Z uczniami-aktywistami nielegalnych ugrupowań przeprowadzić pogadanki o charakterze profilaktycznym, w razie konieczności otwarcie podjąć kroki dyscyplinarne, łącznie z wykluczeniem ze szkoły.

A jak tam wygląda??

Dziś link: Fotogaleria Mińska. Spróbujmy załapać trochę z klimatu tego miasta… Polecam całość galerii. Poniżej – wybór:

Blokowisko – jak u nas


Pomnik – nie jak u nas. Mińszczanki – czarujące.


Tak, jak uczyli na rosyjskim: W goradzie wysokije dama, szyrokije ulicy…


Dziadzio – Yo!


"Czerwony kapturek i wilk"


Instytucja "babuszek": czy śnieg, czy słota – sprzedają pierogi prosto z gara.


Sportsmen…


Piwo, meczyk na dużym ekranie – jak u nas


Oldskulowa ciężarówka


Nowe słodkie trolejbusy


W metrze – (My też! My też mamy metro!)


Jak z Miłosza – a nazywa się… Jezioro Komsomolskie


Dopiero po kliknięciu zobaczycie, co jest ładnego w tej panoramie…


Zgadnijcie, co to? 😉


Budujemy nowy dom… z wielkiej płyty


Fajne graffiti


Optymiści – nawet gdy w mieście powódź!

Na koniec – koniecznie kliknijcie tutaj: Wiosna w Mińsku! ;-))))

Windownik

Z Białoruskiej Półki z Książkami knihi.com. Polecam ten fragment powieści o dziwnym tytule „Domowikameron”:


winda w Mińsku (i gdziekolwiek w b. ZSRR)

Adam Hlobus

Domowikameron
(Fragment)

Windownik

Kobieta weszła do windy i nacisnęła guzik z numerem 6.
666 – znak diabła! Co za bzdury, w naszym wieku wind myśleć o diable?” – snuła rozważania.
Winda stanęła. Kobieta obróciła się w stronę drzwi, ale te się nie rozsunęły.
„Utknęłam… Winda się zepsuła… O Boże – przemknęło jej w myślach – Co robić?”
– Czekać! – usłyszała za plecami i skamieniała. Opanowała się i spróbowała spojrzeć za siebie, ale silne, chłodnawe ręce nie pozwoliły jej na to.
– Będę krzyczeć! – uprzedziła.
– Krzycz! Na krzyk zbiegną się ludzie, mnóstwo ludzi… Wyłamią drzwi. Płacząc, zaczniesz im opowiadać, że w windzie próbowano cię zgwałcić. Ale kabina będzie pusta. I wszyscy pomyślą, że uciekłaś z wariatkowa, i że trzeba jak najszybciej oddać lekarzom ich pacjentkę. Zaczną cię uspokajać, ale nie ze współczuciem, tylko ostrożnie, z lękiem. Sąsiadka spod 345, sto kilo żywej wagi ze złośliwym pieskiem na ręku, wezwie sanitariuszy. Spróbujesz się wyrwać, uciec i dopiero narobisz sobie kłopotów. Przywiążą cię do noszy. I tak wywalczysz sobie czterdzieści dni niewoli w domu wariatów. No więc wybieraj: albo zrobisz wszystko, co rozkażę, albo trafisz do szpitala.
– Heeej! Kto tam przetrzymuje windę! – rozległo się po klatce schodowej. Kobieta poznała nachalny głos sąsiadki spod 345.
– Poznajesz ten głos? – usłyszała za plecami zadowolony szept.
– Poznaję…
– A teraz policzę do trzech i zaszczeka jej pies. Raz… Dwa…
– Nie trzeba.
– Za późno! Trzy!
Wściekłe ujadanie wypełniło całą klatkę schodową.
– Czego Pan chce? – wykrztusiła przez łzy kobieta.
– Odrobinę czułości.
Chłodnawe, silne ręce frunęły po kobiecych udach.
Przestępując z nogi na nogę kobieta zdjęła majtki. Podporządkowując się pewnym rękom rozstawiła nogi, nachyliła się i ujrzała jak czubki jej pantofli odrywają się od podłogi.
Kabina windy zadygotała, zazgrzytały liny, rytmiczny stukot podniósł się po klatce schodowej.
Na parterze koło niebieskich skrzynek pocztowych stała kobieta spod 345. Na rękach trzymała wyłupiastookiego pieska. Obok, przy drzwiach windy, palił papierosa mężczyzna o ziemistej twarzy. Trzymał za rękę dziewczynkę w wieku szkolnym.
– Znów windownik hula – mężczyzna wyrzucił papierosa.
– Tylko nie przy dzieciach – ciężko rzuciła kobieta w ziemistą twarz.
Dziewczynka pytająco zerknęła na mężczyznę; odwrócił wzrok.

Nie radzę natomiast czytać fragmentu „Ustępnik”. Zwłaszcza, jeśli ktoś jest wrażliwy. I jeśli ktoś miał okazję odwiedzać publiczne toalety w krajach dawnego Związku Radzieckiego.

 

Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego

Znalazłam bardzo ciekawą stronę: Białoruska Półka z Książkami knihi.com. Jest to biblioteka utworów białoruskich – również w tłumaczeniach: polskim, angielskim, niemieckim, rosyjskim.

Odkryciem jest dla mnie, że książka Henryka Rzewuskiego „Pamiątki Soplicy”, XVIII-wieczny pamiętnik szlachecki, przecudne zwierciadło sarmackich obyczajów, to też literatura białoruska.

 

Temu lat dwadzieścia z okładem ustawicznie o Wolterze prawiono, aż uszy bolały jedno słyszeć. Gdzie, bywało, nawiedzę sąsiada, a gospodyni młoda, na stoliku leżała książka pięknie w skórkę oprawna, na marginesach pozłacana, a nie otworzywszy jej, można było na pewne zakład trzymać, że to był Wolter.

Jeszcze to jakoś w czasach konfederacji barskiej to nazwisko obiło się o moje uszy. Pamiętam, w Preszowie, u JO. przewielebnego Krasińskiego, biskupa kamienieckiego, któren był i świętym biskupem, i świetnym senatorem, bywał pan August Siedlnicki, wojewodzie podlaski, któren u króla Poniatowskiego dworakował, ale że w duszy dobrze ojczyźnie życzył, więc, choć go grafem nazywano i po francusku się nosił, do nas akces zrobił i przy łasce boskiej do końca wytrwał; a książę wojewoda wileński, co jego cierpieć nie mógł, raz, że nie po naszemu się stroił, po wtóre, że przy starszych zbyt lubił rozprawiać, mawiał o nim: „Ten Francuz z Mokotowa chce nam wmówić, że wszystkie rozumy pojadł.”

Otóż razu jednego, gdy u księdza biskupa w przytomności księcia wojewody wileńskiego i innych panów, i szlachty rozszerzał się wojewodzie nad różnymi swoimi peregrynacjami po zagranicznych dworach, gdy przyszło do Francji, zaczął się unosić nad Wolterem, jak on niszczy przesądy w swoim narodzie i daje mu światło widzieć, i że co to by było za szczęście, gdyby w naszej ojczyźnie podobny jemu wielki człowiek się okazał, i tak dalej. Książę wojewoda przerwał mu dyskurs mówiąc:
– Panie kochanku, widziałem tego Woltera. At, zwyczajnie Francuz, pochwytał koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świeci.
Trzeba wiedzieć, że ksiądz Bohomolec napisał był książkę bardzo piękną pod tytułem Diabeł w swojej postaci, w której z upiorów szydził, o czym książę wiedział, a że wierzył w upiory i mocno ich się obawiał, więc z tego powodu zbrzydził sobie księdza i już do siebie przystępu nie dawał.

Białorusini o swoim kraju

Odkryłam ciekawy portal informacyjny: euramost.org . Wiadomości z Białorusi po angielsku (raczej amatorska angielszczyzna, ale nie szkodzi) – pisane przez Białorusinów dla obcokrajowców. Polecam dział z artykułami o tematyce społecznej, można z niego dowiedzieć się co nieco o realiach życia w tym kraju.

Przykład – tekst o białoruskich produkcjach telewizyjnych. Autor – czy to już nie teoria spiskowa? – uważa, że bajkowe życie z rodzimych filmów puszczanych przed wyborami to też reżimowa propaganda… Tak czy inaczej, jego obserwacje z życia są ciekawe:

Widza musi ogarnąć złość, gdy widzi scenę, w której nowożeńcy zastanawiają się, dokąd pojechać na wakacje. Młody mąż informuje żonę niechętną projektowi, że wkrótce nastąpi dopływ pieniędzy do ich rodzinnego budżetu. Ostatecznie rodzina decyduje się spędzić urlop w jednym z krajowych domów wczasowych. Czy wyobrażacie to sobie?!

Ci, którzy są dobrze obznajomieni z białoruską rzeczywistością, nie wyobrażają sobie takiej możliwości, aby młode małżeństwo miało wakacje, ponieważ takie małżeństwa biorą kredyt na budowę mieszkania.

Początek Dzienników Marcowych IV

15 marca

Drżę ze zmęczenia i przesilenia nerwowego. Zbiera
się dzień po dniu. Do chłopaków w izbie przy Okrestina dziś nie
dojechałam. Tęgi plecak napchany różnymi dobrami (jedzeniem i
książkami) czeka w kącie. Jutro.

Smutna ironia losu: dzisiaj w
pracy wznowiono ze mną kontrakt. Od razu na trzy lata. Ze względu na
moją pracowniczą wartość. Napisałam podanie o urlop – od 20 do 25
marca. Jeśli wywalą z pracy, to przynajmniej niecały przepadnie.

W
sumie zawsze chciałam należeć do klasy średniej. Wiele pracować,
zajmować się interesującymi sprawami, otrzymywać za to dobrą pensję.
Zbudować dom za miastem, kupić samochód, mieć psa chow-chow, z grubym
pyskiem i fioletowym językiem. I jeszcze sad z jabłkami. I żeby w domu
zawsze był komputer podłączony do Internetu, i często wpadali goście…

Niech tam. Widać burżuj ze mnie nie wyjdzie. Szkoda…

16 marca

Paczki
dla "politycznych" przy Okrestina jednak przekazać się nie da. Dziś
rano przyjechał mój przyjaciel Oleh. Powiedziano mu następująco:
"Zezwoliliśmy wam na paczki, to wyście zupełnie bezczelności nabrali".
"Bezczelność" polegała na tym, że Oleh nie był tego ranka pierwszą
osobą z paczką dla "politycznych".

Sąsiadka Tania przyniosła
ciekawy wydruk. Podobno jakiś oficer MSW przysłał anonimowy list do
sztabu Milinkiewicza i Kazulina i uprzedził, w jaki sposób będą
rozpędzali demonstrantów. Na dachach przylegających domów, według słów
autora, ulokują się snajperzy. A w piwnicach będą czekały jednostki
specjalne. Do tego jeszcze obiecano nam prowokatorów wewnątrz tłumu,
którzy mogą zorganizować kilka wybuchów, żeby zarzucić to opozycji.

Przeczytawszy
te straszne strachy, nie mogliśmy się nie pośmiać z akapitu na temat
"gazów wywołujących mimowolną defekację". Pewnie właśnie to miało
najbardziej narzucać myśli o prowokacjach. Chciano zastraszyć młodych
romantyków studentów, którzy boją się nie kuli, ale poniżenia. Cóż,
będziemy pościć. W skrajnym przypadku zwrot "mam to w dupie" trzeba
będzie potwierdzić działaniem.

18 marca

Jest prawie trzecia nad ranem.

Dziś
pracowałam ze studentami w klubie. Wielu pojutrze idzie na plac, a
jutro na koncert poparcia dla opozycji. Wieczorem wreszcie opuścił mnie
ślepy gniew i niekontrolowany strach, ściskający do bólu skroni. Nie
mam w sobie teraz lęku i nie mam wojny, jedynie spokój i miłość.
Wszystko osiągnęło zwartość. Nie szukam nienawiści, lecz miłości.

Miłość jest pokojem: w sercu pełnym miłości nie ma miejsca na nic innego.